<oczami Lucy>
Michael stał przede mną. Z kwiatami. Z miną zbitego psa.
-Przepraszam, Lucy.-powiedział.
Stałam oszołomiona. Nagle przyszedł Harry. Popatrzył najpierw na mnie, potem na Michaela, a potem znów na mnie.
-Wybacz mi.-szepnął podając mi kwiaty.
Czy to napewno on? Michael?
-Posłuchaj, ja...
-Wybaczam ci.-przerwałam mu.-Harry, ja już...
-Jasne.-uśmiechnął się delikatnie. Gdyby ten uśmiech mógł zabijać, byłabym już dawno martwa.
Wzięłam torebkę i swój płaszcz. Kiedy wyszliśmy, zapytałam:
-Skąd wiesz gdzie jestem?
-Pojechałem za wami. Nie mogłem cie zostawić.
Nie rozumiem. Kompletnie nie rozumiem.
-Czyli... Kochasz mnie?-zapytałam z nadzieją.
Poczułam, że wszystko możemy zacząć od początku. Że już nigdy nie będę poniżona, gnębiona i smutna. Że już nigdy nie podniesie na mnie ręki. Że w końcu będziemy szczęśliwi. Że mnie kocha.
Czekałam na odpowiedź. Ale nie doczekałam się.
-Kochasz mnie?-ponowiłam pytanie.-Michael, zadałam ci pytanie!
-Nie podnoś na mnie głosu.-powiedział wsiadając do auta.
-Michael!
-NIE PODOŚ NA MNIE GŁOSU!
I znowu poczułam, że chcę, żeby moje życie się skończyło. Nie daje rady. Chciałam odejść, wybiec, uciec, zniknąć i nigdy nie powrócić. Miałam dość. Wszystkiego.
Po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy. Jedna za drugą. Widziałam za oknem ludzi chodzących za rękę. Szczęśliwych. Uśmiechali się, a po ich twarzach można było odczytać, jak bardzo się kochają.
Dojechaliśmy do domu. Szybko wysiadłam nie dając Michaelowi szansy na otworzenie mi drzwi. Kiedy weszłam do sypialni, trzasnęłam nimi. Położyłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
Podobno nadzieja umiera ostatnia. To znaczy, że nie żyje.
Michael nie wszedł do sypialni. Z tego co dało się usłyszeć, był w salonie. Podeszłam cicho do drzwi i zamknęłam je na klucz. Cała sypialnia na myślenie dla mnie. Myślenie i użalanie się nad sobą.
Nagle usłyszałam dźwięk smsa.
"Wszystko OK? Micheal opanował nerwy?"
Harry. On zawsze wie, kiedy napisać.
"Proszę ratuj mnie."
Musiałam mu to napisać. On jest jedyną osobą na tym całym świecie, która mnie rozumie.
"Co się stało? Zaraz będę. Podaj mi adres."
Odpisałam mu szybko. Michael zabije mnie prędzej czy później, ale ja chcę jeszcze żyć. Bo mam dla kogo.
Komentujesz - motywujesz :))
Zaraz rozdział 10 cc;
Boskie *_* Dawaj kolejny!
OdpowiedzUsuńO jeju! Świetne! Już mi się podoba to opowiadanie! <3
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział i życzę duuuużo weny :*
A tak przy okazji zapraszam do mnie ;)
http://wob-louistomlinsonelizabethriverstory.blogspot.com/
Dziekuje *-*
Usuńproooszę dawaj kolejny rozdział to jest wspaniałe gratuluje weny !
OdpowiedzUsuńDziękuję :*
Usuń