poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 6.

<oczami Harrego>

Delikatne promienie porannego słońca wpadły przez okno. Chcąc - nie chcąc, otworzyłem oczy i przebudziłem się. Cały wolny dzień, czyli to, co lubię najbardziej. Przeciągnąłem się i poszedłem do łazienki. Podpuchnięte oko bolało i wyglądało jeszcze gorzej niż wczoraj.
Podszedłem do lodówki i wziąłem lód. Zrobiłem sobie okład i położyłem ponownie do łóżka. Założyłem na uszy słuchawki. Wolny dzień. Tego mi było trzeba.
Błogie lenistwo przerwał mi dźwięk smsa.
"Harry, nie pytaj, tylko proszę, bądź za 30 minut w CH. Plany się zmieniły, a ja chcę wszystko szybko wyjaśnić zanim Michael się dowie."
Lucy...
Przez chwilę chciałem się wkurzyć i odpisać, że mam gdzieś jej plany, bo ja także mam własne życie i własne sprawy, ale zaraz sobie przypomniałem, jak Michael ją traktuje.
To nie była jej wina. To była wina tego zapyziałego dupka.
"Będę czekał przy tym samym wejściu."
Szybko się ubrałem w normalne ciuchy i założyłem czapkę. Może to nie wyda całemu światu, co wczoraj się stało.
Wsiadłem do auta i włączyłem muzykę. Droga do centrum handlowego nie była długa.
Wysiadając myślałem, co takiego ważnego chce mi powiedzieć Lucy. Kiedy wchodziłem, omal na nią nie wpadłem.
-O Boże, przepraszam.-zaśmiałem się.-Może zanim zaczniemy rozmawiać, chodźmy na kawę?-zaproponowałem.
Lucy kiwnęła głową i uśmiechnęła się. O mój Boże... Ma takie piękne dołeczki. Jestem ciekaw, jak często tak się uśmiecha.
Michael pewnie doprowadzał ją tylko do płaczu. Co takiego Lucy mogła mu zrobić? Dlaczego dla niej taki był?
-Dobrze, chodźmy.
Zamówiłem sobie kawę, a jej gorącą czekoladę.
-Więc na początku chciałabym cie przeprosić za wczoraj... Michael nie panuje nad emocjami... I przepraszam, że przesunęłam spotkanie. Michael pojechał po jego mamę, wiec mam godzinę wolnego, więc...
Kiedy się tłumaczyła, otwierała tak zabawnie szeroko oczy. Prawie jej nie słuchałem. Przytakiwałem tylko czasem. Jest naprawdę śliczna.
Nagle zobaczyłem w jej oczach strach. Zakryła usta dłonią. Ciągle patrzyła za mnie.
-Michael...-wyszeptała.
To był on.

KOMENTUJESZ,  MOTYWUJESZ :)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz