<oczami Lucy>
Szliśmy przez parking samochodowy bardzo dlugo, przeciez pan szanowny musiał tak daleko zaparkować... Wracalismy do domu w milczeniu. Michael zaparkowal w naszym garazu, a nastepnie wysiadl trzaskając drzwiami samochodowymi. Wysiadłam i poszłam do domu.
-Dlaczego go pobiłes?-zapytalam naruszając ciszę.
Popatrzyl na mnie jak na idiotke. Chyba niepotrzebnie zadalam to pytanie. Probowalam sie jakos wycofac, ale chyba bezskutecznie...
-Dlaczego tak mocno?
Zrobil głęboki wdech.
Niestety w jego przypadku oznaczalo to sfrustrowanie i mega zlosc, a nie opanowanie i zachowanie spokoju, jak u innych, normalnych ludzi.
Odworcil sie nie patrzac na mnie.
-Michaelu, zadalam ci...-nie dał mi skończyc. Złapał mnie za włosy i mocno je zacisnął.
-Będę robil co chce. Powinnas mi dziekowac na kolanach, że z tobą pojechałem.-cedził przez zaciśniete zęby. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Po chwili puścił moje wlosy i poszedl do sypialni, jakby nigdy nic sie nie stalo. Trzasnal drzwiami przed moim nosem, co oznaczalo, ze dzisiaj udam się do salonu.
Michael był bardzo bezwzględny i surowy. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu. Nigdy mnie nie przytulił. Pocałował mnie raz, i to chyba z przymusu na ślubie. Traktował mnie jak sprzątaczkę i kucharkę. Był bogaty, przez co moja mama zmusliła mnie do małżeństwa. Miałam wtedy 20 lat. Chcialam się cieszyć życiem, imprezować, szaleć... Poprostu być szczęsliwa... Nie mogłam. Na mojej drodze zycie stanąl on. Michael. Wysoki, masywny i silny facet, ktory popsul mi moje zycie. Zaloze sie, że moja przeciętna uroda nie wystarczała mu. Podczas jego licznych delegacji zapewne poznał kochankę. Chciałabym mu podac to jako zarzut i wziąc rozwód, ale najpierw musiałam udowodnić, że tak było. A tego się - poprostu - nie dalo zrobic.
Czułam się poniżona zawsze po takich akcjach, ale teraz czulam, jak wszystko we mnie sie burzy. Od dawna go nie kochalam, ale... Poprostu balam sie mu tego powiedziec. Byl zbyt agresywny na takie wyznanie.
Polozylam sie na kanapie. Po chwili dostalam odpowiedz na smsa od mężczyzny ze sklepu.
"Okey, ale jeśli obiecasz, że ty mnie nie pobijesz. Tak w ogóle jestem Harry."
Harry...
"Jasne, że Cię nie pobiję. Bardzo za niego przepraszam... Jestem Lucy. Więc będziesz?"
"Będę. Dobranoc."
Dobranoc, Harry. Dobranoc.
Wow *-* Mużdż kolejny ;D
OdpowiedzUsuń