piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 1.

-Nie zapomnij o soku, jutro przyjeżdża moja mama.-głos w słuchawce momentalnie zmienił się w oschły. Michael nigdy nie okazywał uczuć, ale w tym momencie przeszły mi po plecach ciarki. Bałam się go, kiedy miał zły dzień. W sumie, bałam się go zawsze. Nie wiem, jak to się stało, że jesteśmy razem. To nie była moja decyzja. Mama zawsze mi powtarzała, że ten idealny musi być elegancki, dostojny i poważny. Szkoda, że nie wspomniała o takich typach jak Michael.
-Dobrze, nie zapomnę. Papa.
Mijałam sklepowe alejki szukając wzrokiem soku jabłkowego bez cukru. Przecież taki buc nie może pić innego. 
-Ojej! Przepraszam!-wykrzynęłam widząc, że wpadłam wózkiem sklepowym na pewnego bruneta.-Nic panu nie jest?
Spojrzał na mnie zielonymi oczami. Był wysoki, dużo wyższy ode mnie. Widziałam, że nic go nie bolało, ale specjalnie podparł się ręką o mój wózek.
-Nic się... *ała* Nie stało...-miał bardzo ładny głos. Popatrzył na mnie ze zdumieniem.-Coś się stało?
Przez chwilę stałam z nadzieją, że nie zadał tego pytania. A jednak.
-Niee, nic... Bardzo pana przepraszam.-odjechałam wózkiem jak najdalej od niego. Co by się stało, gdybym mu coś zrobiła? Co by powiedział Michael?! 
Wybrałam tylko sok i ruszyłam jak najszybciej do kasy. Wyłożyłam na taśmę moje zakupy. Widziałam kątem oka, że brunet poszedł do kasy obok. Kasjerka szybko spakowała wszystkie moje produkty, ale dla mnie trwało to całe wieki. Kiedy w końcu odeszłam od kasy i ruszyłam w stronę parkingu zobaczyłam, że mężczyzna idzie za mną. Przyspieszyłam. 
-Naprawdę nic mi się nie stało.-roześmiał się podchodząc do mnie.
-Ttoo dobrze...-odpowiedziałam.
-Pomogę pani.-rzucił szybko i nim się obejrzałam, trzymał już moje siatki. 
Jakiś obcy facet na którego wpadłam w sklepie, niesie mi zakupy. Jezu, nie chce siedzieć, co by było, gdyby Michael się dowiedział... Szliśmy w ciszy aż do mojego auta. 
-Bardzo panu dziękuję-w tym momecie wyrwałam mu siatki-ale dalej poradzę sobie sama.
Otworzyłam bagażnik sprawdzając, czy on cały czas stoi obok mnie. Stał. Wyjmował coś z kurtki.
-Proszę. Zgłoszę się, gdybym potrzebował odszkodowania!-roześmiał się strasznie i odszedł.
Przez chwilę patrzyłam za nim jak odchodzi do swojego auta. W ręku trzymałam kawałek kartki z numerem. Jego numerem.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Rozdział drugi ukaże się niebawem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz