wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 8.

<oczami Harrego>

Złapałem jej rękę i poszliśmy spokojnie do auta.
-Poradzimy sobie. Niedługo Michael już nic nie będzie mógł ci zrobić.-powiedziałem kiedy już siedzieliśmy w aucie.
-Poradzimy?-zaakcentowała.
-W sensie, że ci pomogę... Wiesz, dręczy mnie jedno pytanie. Dlaczego z nim nie zerwiesz?
Patrzyła przez dłuższą chwilę w okno.
-Gdyby to było takie proste... Ale ja musiałabym z nim wziąć rozwód.-wyszeptała po chwili.
Rozwód? Serio? Jak ona...?! Z nim...?! Ślub...?!
-Jak mogłaś wziąć z nim ślub?
-Moja mama chciała... Zmusiła mnie do tego. Liczyły się dla niej tylko pieniądze.
Lucy. Biedna Lucy.
-Nie mogłaś jej powiedzieć...
-Nie mogłam.
Do końca drogi Lucy ani ja nie rozmawialiśmy. Kątem oka widziałem pojedyncze łzy spływające z jej policzków. Od razu je wycierała dłonią, ale i tak je widziałem.
-Już jesteśmy. Jesteś głodna?-spytałem.
-Nie, dzięki. O której mógłbyś mnie odwieść?-popatrzyła na mnie Lucy.
Zatrzymałem się przed drzwiami i odwróciłem się w jej kierunku.
-Pytasz na poważnie? Znaczy wiesz, twoja prośba jest rozkazem-zaśmiałem się-ale serio chcesz do niego wracać? Mogę załatwić ci mieszkanie.
-I tak będzie wściekły jak nigdy. Wpadnę tylko na kawę.
O zachowaniu Michaela mówiła naturalnie, bez żadnych obaw, jakby była to dla niej codzienność. Wiem, że się go bała, chociaż próbowała to ukryć.
-Nie. Nie możesz pojechać. Zostań ze mną.
-Proszę, zostane tu chwilę ale potem mnie odwieź.
To po co to jechała?!
-Dobrze.-rzuciłem i poszedłem zrobić kawę.
Wcale nie chciałem pić kawy, piłem ją na godzinę temu na tym nieszczęsnym spotkaniu z Lucy.
Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zobaczyłem, że Lucy podeszła do nich i porozumiała się ze mną wzrokowo, że ma otworzyć.
-Michael?!-usłyszałem.

Rozdział 9. Pojawi się jeszcze dzisiaj wieczorem :)

Komentujecie-motywujecie autorkę :))

4 komentarze: