sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 14.

<oczami Harrego>

Michael? Pogrzało go?!
-Jest Lucy?!-ponowił pytanie.
Aha. No dobra... Zrobimy tak, Michealu...
-Nie, nie ma jej... Pisała do ciebie? Też się o nią martwię...
Michael chwycił mnie za bluzkę od piżamy i powiedział:
-Ona nie jest twoja. Nie mów tak o niej.
Mówił o Lucy jak o rzeczy. Idiota. Widać było w jego oczach pustkę, a w głosie zapaść intelektualną.
-Poprostu się martwię...-wycedziłem.
Micheal puścił mnie w końcu i odszedł do auta. Trzasnął drzwiami i odjechał autem, kilka razy spoglądając jeszcze w tył.
-Harry to był Michael?-podbiegła Lucy.
-Tak, ale odjechał. Spokojnie.-przytuliłem ją. Uśmiechnęła się.
-Nawet nie wiesz jak cię kocham...-wyszeptała.
Pocałowałem ją w jej piegowaty nosek i poszedłem z nią do kuchni.
-Wiesz, że jest 4:24? Nie boisz się, że nie wyśpisz się do pracy?-spytałem.
-O mój Boże...Ja nie chcę, nie chcę!-Lucy udała kompletne załamanie.
-To może poprostu nie idź?-zaproponowałem żartobliwie.
-Nie możesz nas obojga utrzymywać.
-Ależ oczywiście, że mogę!-zaśmiałem się.
-Nie chcę być zależna od kogoś.
-Co ty mówisz?!
Spojrzała na mnie.
-Idę wziąć prysznic.-powiedziała i szybko odeszła.
Odwróciłem się od niej i spojrzałem w okno.
-Nie te drzwi!-krzyknąłem automatycznie nie odwracając się.
-Cicho!-odkrzyknęła, zaśmiała się i w końcu trafiła do łazienki.
Co takiego ma w sobie, że ją tak kocham? Wystarczyło kilka dni, i już...
-Harry! Gdzie są ręczniki?!-zawołała z łazienki.
Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem do niej. Oczywiście zamknęła się, więc trochę potrwało zanim zrozumieliśmy się nawzajem.
-I tu masz ręczniki. Wszystkie są białe, więc masz duży wybór.-zaśmiałem się.
-Jest jeszcze jeden malutki, czarno-biały...
Skąd on tam się wziął?! Wszystko było przecież w tamtym pokoju... Zaraz zacznie się pytać... Nie, nie nie...! Pamiętam jak go dostałem... To było kilka lat temu... Przecież wszytko z tamtych czasów wrzuciłem tam! O mój Boże...
-Co to za ręcznik?-spytała Lucy.
Wstałem i odszedłem od drzwi. Przeczesałem palcami włosy.
-Daj mi go.-powiedziałem w końcu.
Drzwi delikatnie się otworzyły, a z nich zobaczyłem rękę z ręcznikiem.
-Po co ci on?-zapytała Lucy.
Milczałem.
-Kolejna tajemnica?!-krzyknęła.
-Lucy, to nie...
-Harry proszę! Co tym razem!-krzyczała zza drzwi.
-Lucy... Narazie nie mogę ci powiedzieć... Przepraszam...

O co chodzi z ręcznikiem i "tajemniczym pokojem"? Komentarz-motywacja ;))

2 komentarze: