niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 19.

<oczami Lucy>

Nie mogłam zasnąć. Była 8:46, i chociaż całą noc nie spałam, nie mogłam.
-Chcesz coś jeszcze?-pytał Michael. Nigdy się tak nie zachowywał. Albo może dojrzał? Przecież to jedyne racjonalne wytłumaczenie.
-Wszystko mam, dziękuję.
-Jakbyś jednak czegoś potrzebowała to jestem w salonie.-powiedział Michael i... Pocałował mnie w policzek.
Dobra dobra dobra dobra. Stop.
Po pierwsze: co to ma znaczyć?
Po drugie: co mu się dzieje?
Po trzecie: czy to sen?
Kiedy Michael wyszedł, mogłam wziąć telefon i zadzwonić do Harrego. Chciałbym mu powiedzieć "może nie jestem z osobą która mnie kocha, ale przynajmniej nie nienawidzi".
Odłożyłam jednak telefon, bo nic by to nie zmieniło. Poza tym nie chciałam słuchać jego boskiego, kochanego, spokojnego... Mózgu stop. Nie chciałam słuchać jego okropnego głosu. Tak. Tak lepiej.
Wstałam i poszłam do Michaela. Musiałam znać odpowiedź na to pytanie.
-Michael... Co się stało, że nie jesteś zły, że uciekam?-zaczęłam.
Michael wstał, podszedł do mnie i przytulił.
-Zrozumiałem, że cię kocham...
Jeśli to sen, to nie chcę się z niego wybudzać. Nawet trudno opisać jak się czułam. Pogrążona w objęciach Michaela zapomniałam o Harrym. Największy dupek, jakiego poznałam. Książę na białym koniu się znalazł. Ratuje mnie od Michaela a sam nie jest lepszy. Idiota.

<oczami Harrego>

Miałem gdzieś, że muszę iść do pracy. Byłem... Wściekły. Na Lucy i na siebie. Nie mogłem znieść tego uczucia.
Wziąłem telefon, po który tu tak naprawdę przyszedłem, i wybrałem numer do Lucy.
-Halo?-odezwała się.
-Lucy gdzie jesteś?!
-W domu. Z Michaelem.
Z Michaelem... Ona z nim jest. To...
-Z nim?!
-Tak. Michael mnie kocha. A ty? Najwyraźniej nie. Do widzenia.-rozłączyła się.
Zacisnąłem pięści. Miałem chęć pojechać tam i zabić Michaela. Lucy jedzie do pracy na 10:00. Czyli po tej godzinie jej już nie będzie w domu... Nie chce żeby na to patrzyła. Rozprawię się z nim raz a dobrze.
Tego dnia już nie pojechałem do pracy. Zaczekałem na godzinę 10:00 i pojechałem pod ich dom.

Rozdział 20 pojawi się wkrótce 🔜 :)

Komentujecie-motywujecie :))

Rozdział 18.

Uwaga! W tym rozdziale pojawią się dwie perspektywy, czyli tak jak dotąd nigdy nie było :)
<oczami Harrego>

Stałem w miejscu zastanawiając się, czy to napewno moja Lucy, czy to napewno mój pokój, czy to napewno moje życie.
-Harry, ja...
-Zamknij się! Jak mogłaś to zrobić?!
-Ja przepraszam, Harry...
-Nienawidzę cię!-krzyknąłem. Natychmiast pożałowałem tych słów.
Gdy tylko Lucy to usłyszała, wybiegła z pokoju z płaczem. Nie zatrzymywałem jej. Jak mogła tu wejść?! Wyraźnie jej mówiłem...
Założyła kurtkę, trzasnęła drzwiami. I tyle po niej.
Zostałem w pokoju sam. Usiadłem pod ścianą i zacząłem przeglądać zdjęcia.
-Pamiętam ten moment... Liam ściągnął mi spodnie...-cicho się zaśmiałem.
Potem jednak nie mogłem dalej przeglądać fotografii. Zaczęła mi lecieć pojedyncza łza, potem kolejna...
-Styles, stary, bądź facetem.
Ale to już nic nie dało. Ryczałem.
-Jestem tylko nadętym dupkiem, jestem gorszy od Michaela, jestem idiotą...
Lucy nie powinna tu wchodzić, ale ja nie powinienem jej tak powiedzieć. Zraniłem osobę którą strasznie kocham.

<oczami Lucy>
Byłam... Nie byłam. Nic nie czułam. Pogrążona w pustce i otchłani szłam przed siebie. Trzymałam torbę i telefon. Nie miałam celu. Szłam do przystanku. Usiadłam na ławce obok jakiejś staruszki. -Wszystko w porządku dziewuszko?-spytała kiedy zobaczyła, że płaczę.
-T-tak...
Skłamałam. Miałam jej powiedzieć, że osoba którą kocham nad życie powiedziała, że mnie nienawidzi?
W tym momecie dostrzegłam jadące auto Michaela. Szybko wstałam i... Wyszłam na ulicę.
Opony zapiszczały tuż przede mną. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mnie przyjechał. Z auta wysiadł Michael.
-Poważna jesteś ty... Lucy?!-zapytał.
-Zabij mnie. Proszę.-szepnęłam.
Michael zaprowadził mnie do auta i pojechał.
-Co ci się stało?-zapytał.
Nie mogłam mu powiedzieć, że to przez Harrego. Musiałam ubzdurac jakieś historie o nocy w lesie, wilkach... Uwierzył. To najważniejsze.
Zachowywał się jak nie on. Zaprowadził mnie do domu, posłał łóżko, przykrył, zrobił herbatę... Narazie wolałam nie myśleć. Iść spać. I nigdy się nie obudzić.

Komentujecie-motywujecie autorkę :))

Niedługo rodzial 19 :**

Rozdział 17.

<oczami Lucy>

Harry wyszedł. Nareszcie miałam czas na sprawdzenie tego tajemniczego miejsca. Podeszłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę, ale były zamknięte na klucz. Poszłam do pokoju Harrego. Tutaj musi być kluczyk.
Przeszukałam każdą szafkę, półkę, szkatułkę i komodę. Gdy przesuwałam ręką obrazy na jednej z półek, zwaliłam na podłogę jakąś butelkę. Potoczyła się pod łóżko. Uklękłam i...
-Klucze?! Serio, Harry...-wymamrotałam pod nosem i podniosłam je. Wyszłam z pokoju aby odnieść je na przedpokój.
-Chwila...
Moja inteligencja dopisała dopiero po chwili. Ruszyłam pod tamte drzwi i próbowałam otworzyć je każdym kluczykiem po kolei.
Nagle któryś z nich wszedł do końca. Mogłam otworzyć drzwi. Głęboki oddech, i...
Moim oczom ukazał się ogromny pokój bez mebli, za to z mnóstwem kartonowych pudełek. Otworzyłam jedno z nich. Było tam mnóstwo zdjęć, na których był Harry i czterech innych facetów, oraz wielki napis "One Direction".
W kolejnym pudełku były jakieś listy.
"Harry!
Na początku chciałabym Ci podziękować, że jesteś. Że śpiewasz, że śmiejesz się, że występujesz...
Dzieki Tobie mam o czym marzyć i dążę aby spełniać te marzenia... Zawsze powtarzałeś, że marzenia są po to, by je spełniać.
Wierzę w to, że kiedyś przyjedziesz do mojego kraju na koncert. Nie wiesz, ile jest tu fanek! Większość moich znajomych to Directioners. Wiedz, że jeśli przyjedzicie, spełnicie moje i wszystkich Waszych fanek marzenie.
Nie wiem, co jeszcze mam napisać. Poprostu strasznie Cię kocham!!!
Twoja największą Fanka, Miley."
Chwila chwila chwila chwila. Co to do cholery jest?! Jaki koncert? Jakie fanki? Jakie śpiewanie? Jaki zespół? Jakie "Directioners"?!
W kolejnym pudełku były kubki, długopisy, bluzki i różne inne rzeczy z nadrukiem "One Direction". Na niektórych zdjęciach Harry miał chyba 18 lat i wyglądał jak mały baranek z tymi lokami.
Nie zauważyłam jednego: dużej tablicy korkowej na ścianie.
"5:00-wylot.
8:00-wyjście do hotelu
9:00-(...)"
Jakiś plan... W pokoju było jeszcze kilka innych pudeł. W jednym z nich były płyty, w następnym gazety, w następnym książki...
Harry był w jakimś zespole? Dlaczego tak to ukrywał? Co się stało z zespołem?
Nagle usłyszałam jakieś kroki.
Odwróciłam się w stronę drzwi. Stał w nich Harry.

KOMENTUJESZ MOTYWUJESZ :))

Niedługo rodzial 18 ;o

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 16.

<oczami Harrego>

Musze jej w końcu powiedzieć. Nie mogę tak długo skrywać tej tajemnicy. To osoba którą kocham. Ufam jej.
-Idę się przejść po ogrodzie. Jak dojdziesz do siebie i będziesz chciał ze mną rozmawiać to dołącz do mnie.-stwierdziła Lucy i wyszła.
Przez chwilę chciałem jej to teraz powiedzieć, ale coś wewnątrz mnie nie pozwalało mi. Zaczekam na odpowiednią chwilę.
Wziąłem kilka głębokich oddechów i odłożyłem kubek. Założyłem kurtkę i czapkę i poszedłem do ogrodu.
-Hej, zaczekaj na mnie.
Lucy odwróciła się do mnie.
-Możesz mi powiedzieć o co ci chodziło?-zapytała Lucy. Patrzyła na mnie wzrokiem który przeszył mnie doszczętnie.
-Zrozum mnie, ja...
-Harry nie. Powiedz mi to teraz.-zatrzymała się.
-Harry czekam na odpowiedź.
Nic nie odpowiedziałem. Nie mogłem.
-Ufałam ci...-szepnęła i odbiegła dalej w ogród.
Nie czekałem długo, pobiegłem za nią. Śnieg skrzypiał pod moimi nogami. Dostrzegłem ją w końcu na ławce. Dosiadłem się do niej.
-Obiecuję, że ci powiem. Może nie dziś. Ale napewno.
Spojrzała na mnie.
-Harry, ja...
-Przepraszam.-przytuliłem ją.-Zrozum, że trudno mi rozmawiać o tym. To... Boli.
-Obiecujesz?
Lucy popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
-Obiecuję...
Zostaliśmy jeszcze chwilę w uścisku, potem wróciliśmy do domu.
-Harry, jest już 7:34!
-Spóźnie się! Szybko, gdzie są moje spodnie, jezu, gdzie koszula?!
Lucy patrzyła na mnie i śmiała się.
-Widzisz? Ja przebrałam się z piżamy w normalne ciuchy!-wskazała na moje spodnie.-Tu masz. Zdążysz, nie bój się.
-Dobra, papa! Będę po 16! Kocham cię!-powiedziałem i szybko wyszedłem z domu. Mam jednak pewne obawy... Lucy potrafi być nieobliczalna.

Next juz jutro *~* dowiecie się w nim, co jest w "komnacie tajemnic" xd

Rozdział 15.

<oczami Lucy>

"Nie mogę ci powiedzieć"?! Co on sobie wyobraża?! Mam dosyć tych tajemnic.
Zawiązałam ręcznik i wyszłam z łazienki. Harry opierał się o ścianę.
-Lucy, ja...
-Harry. Masz mi pokazać ten pokój. Nie możesz mieć przede mną tajemnic. Powiedz mi, co jest w tym pokoju.-wskazałam ręką na drzwi obok.
Harry westchnął. Wyglądał na zrezygnowanego.
-Obiecuję, że pokaże ci, ale... Kiedy indziej. Obiecuję.
Dobra, Styles. Rozegram to po swojemu.
Kiwnęłam głową i poszłam do swojego pokoju. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie mam przy sobie niczego innego, niż torebka, czyli telefon, dokumenty i portfel. Ubrałam się w te same ciuchy, w których byłam wczoraj. Uczesałam włosy i poszłam do salonu.
Zaczęłam się zastanawiać, skąd Harry tak naprawdę ma tyle pieniędzy... Nigdy nie wspominał o żadnej pracy.
-Harry, a ty?-spytałam
Popatrzył na mnie.
-Co?
-Jedziesz do pracy...?
Popatrzył na mnie pytająco. Miał coś powiedzieć, ale udał, że się spieszy. Dziwne.
-Jest 5:36. Spokojnie.-powiedziałam.
-Mogę cię odwieść. Chcesz?-spytał.
-Na którą jedziesz?
-Na... 8:00...
Idealnie.
-Ja mam na 10:00. Dojadę autobusem, spokojnie.
Wyglądał na zbitego z tropu. Dobrze. Niech pojedzie. Wróci i wszyscy będą szczęśliwi, a ja dowiem się co jest w tajemniczym pokoju.
Harry zrobił jajecznicę. Zjadłam ją ze smakiem, jest naprawdę dobrym kucharzem. Chwilę pogadaliśmy, potem zrobił nam herbatę.
-Nie jesteś śpiący?-spytałam.
-Wbrew pozorom nie. No, może trochę...-uśmiechnął się.-A ty?
-Nie. Serio, w ogóle. Poza tym jest 6:23. Nie śpię dopiero od... Czterech godzin!-zaśmiałam się.
-Nigdy nie jadłem śniadania tak wcześnie.-powiedział wsiadając od stołu.
-Nigdy?
-Ni...-zastygł w miejscu. Zacisnął wargi, a uśmiech zniknął z jego twarzy. Patrzył w podłogę.-...gdy.
-Harry co się dzieje?-spytałam.
-Nic.
Nie rozumiem go. Czy on ma jakiś ze sobą problem?! I do tego nie odpowiada na moje pytania.

Zaraz 16 *~*

Rozdział 14.

<oczami Harrego>

Michael? Pogrzało go?!
-Jest Lucy?!-ponowił pytanie.
Aha. No dobra... Zrobimy tak, Michealu...
-Nie, nie ma jej... Pisała do ciebie? Też się o nią martwię...
Michael chwycił mnie za bluzkę od piżamy i powiedział:
-Ona nie jest twoja. Nie mów tak o niej.
Mówił o Lucy jak o rzeczy. Idiota. Widać było w jego oczach pustkę, a w głosie zapaść intelektualną.
-Poprostu się martwię...-wycedziłem.
Micheal puścił mnie w końcu i odszedł do auta. Trzasnął drzwiami i odjechał autem, kilka razy spoglądając jeszcze w tył.
-Harry to był Michael?-podbiegła Lucy.
-Tak, ale odjechał. Spokojnie.-przytuliłem ją. Uśmiechnęła się.
-Nawet nie wiesz jak cię kocham...-wyszeptała.
Pocałowałem ją w jej piegowaty nosek i poszedłem z nią do kuchni.
-Wiesz, że jest 4:24? Nie boisz się, że nie wyśpisz się do pracy?-spytałem.
-O mój Boże...Ja nie chcę, nie chcę!-Lucy udała kompletne załamanie.
-To może poprostu nie idź?-zaproponowałem żartobliwie.
-Nie możesz nas obojga utrzymywać.
-Ależ oczywiście, że mogę!-zaśmiałem się.
-Nie chcę być zależna od kogoś.
-Co ty mówisz?!
Spojrzała na mnie.
-Idę wziąć prysznic.-powiedziała i szybko odeszła.
Odwróciłem się od niej i spojrzałem w okno.
-Nie te drzwi!-krzyknąłem automatycznie nie odwracając się.
-Cicho!-odkrzyknęła, zaśmiała się i w końcu trafiła do łazienki.
Co takiego ma w sobie, że ją tak kocham? Wystarczyło kilka dni, i już...
-Harry! Gdzie są ręczniki?!-zawołała z łazienki.
Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem do niej. Oczywiście zamknęła się, więc trochę potrwało zanim zrozumieliśmy się nawzajem.
-I tu masz ręczniki. Wszystkie są białe, więc masz duży wybór.-zaśmiałem się.
-Jest jeszcze jeden malutki, czarno-biały...
Skąd on tam się wziął?! Wszystko było przecież w tamtym pokoju... Zaraz zacznie się pytać... Nie, nie nie...! Pamiętam jak go dostałem... To było kilka lat temu... Przecież wszytko z tamtych czasów wrzuciłem tam! O mój Boże...
-Co to za ręcznik?-spytała Lucy.
Wstałem i odszedłem od drzwi. Przeczesałem palcami włosy.
-Daj mi go.-powiedziałem w końcu.
Drzwi delikatnie się otworzyły, a z nich zobaczyłem rękę z ręcznikiem.
-Po co ci on?-zapytała Lucy.
Milczałem.
-Kolejna tajemnica?!-krzyknęła.
-Lucy, to nie...
-Harry proszę! Co tym razem!-krzyczała zza drzwi.
-Lucy... Narazie nie mogę ci powiedzieć... Przepraszam...

O co chodzi z ręcznikiem i "tajemniczym pokojem"? Komentarz-motywacja ;))

Rozdział 13.

<oczami Lucy>
Kiedy film się skończył, poszłam razem z Harrym do kuchni, aby posprzątać po filmie (bo oczywiście rozsypałam popcorn i rozlałam colę).
-Jestem zmęczona... Zdrzemnę się chwilkę.-powiedziałam.
-Czyli jednak chce ci się spać! Wiedziałem, że chciałaś spędzić ze mną chwilę.-zaśmiał się Harry.
-Wcale że nie!
-Wcale że tak!
-Wcale że nie!
Po długim napadzie śmiechu, w końcu zapytałam:
-A tak na poważnie: dlaczego nie mogę wejśc do tego pokoju?
Harry wyglądał na smutnego, a zarazem trochę zranionego. Powiedziałam coś nie tak? Muszę się przecież dowiedzieć. W związku nie ma tajemnic.
-Harry?
W tym momencie złapał mnie za dłonie i popatrzył głęboko w oczy.
-Obiecaj, że nigdy tam nie wejdziesz.
Musze skłamać. Sory Harry.
-Obiecuję...-powiedziałam niepewnie.
-Nie chcę do tego wracać. To rozdział już zamknięty w moim życiu. To tajemnica.
To napewno jego była dziewczyna. Byłam tego pewna, ale nie byłam zła. Czułam tylko niezidentyfikowaną zazdrość kłującą mnie w serce. 
-Jak miała na imię?-powiedziałam w końcu.
-Tajemnica miała cztery imiona... Ale nie chcę o tym gadać.
Cztery?! Mieszka w tym domu roku, a już w tym pokoju mieszkały cztery dziewczyny?! Czy ja będę jedną z nich? Nie chcę dopuszczać do siebie tej myśli. 
Aby nie było widać po mnie oburzenia i zazdrości, wzięłam telefon.
"Nie obchodzi mnie co powinienem robić, a czego nie. Zdradzasz mnie z nim."
Całkiem zapomniałam o Michaelu. Nic mu nie napiszę. Niech ma za swoje. Może tu sobie przyjechać, mam go gdzieś. Dziwiło mnie tylko, dlaczego odpisał tak późno...
-Jest 4:19. Chcesz coś na śniadanie?-uśmiechnął się Harry. 
Dziwiło mnie, jak szybko zmienia nastrój. Przed chwilą jeszcze wydawał się smutny, a teraz...
Nagle usłyszelismy głośne i gwałtowne pukanie do drzwi.
-Zaczekaj, ja pójdę.-powiedział Harry.
Słyszałam jak schodzi po schodach, otwiera drzwi...
-Jest Lucy?
Michael...



Zaraz rozdział 14 :*

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 12.

<oczami Harrego>

Nie mogłem spać i ciągle się przewracałem z boku na bok. Nie powinienem tak warknąć. To była Lucy, a nie pierwsza lepsza dziewczyna. Popatrzyłem na zegarek: 2:37. Westchnąłem.
Po kilku minutach nieudanych prób zaśnięcia wstałem i poszedłem do kuchni. Skłamałbym gdybym powiedział, że siedząca tam Lucy mnie nie zdziwiła.
-Hej... Przyszłam, bo chciałam się napić.-powiedziała. Szczerze mówić nie wyglądała, jakby dopiero co wstała.
-Przepraszam. Zrozum, proszę, że to jest jedyne miejsce, gdzie nikt nie zagląda. Ja też. Możesz wchodzić wszędzie, gdzie chcesz, tylko nie tam.-przytuliłem ją.
Uśmiechnęła się. Jej brązowe włosy opadały na twarz, przez co ciągle była nimi zajęta.
Nagle oboje usłyszeliśmy dźwięk smsa.
-To mój telefon, zaczekaj chwilę.-powiedziała Lucy.
Tak jak prosiła - poczekałem.
Wróciła z telefonem w ręku. Popatrzyła na mnie i przeczytała:
"Gdzie jesteś?!"
-To Michael. Co mu odpisać?-spytała po chwili.
Nikt się nie odezwał. W końcu wzięła telefon i odpisała mu:
"Nic cię to nie powinno obchodzić skoro mnie nie kochasz."
-Moja dzielna dziewczynka!-zaśmiałem się, a Lucy także.
Spojrzała się na półkę z filmami. Muszę przyznać, że mam dość dużą kolekcję.
-Jest sens pójścia spać? I tak już nie usnę...-stwierdziła po chwili.
-No dobra. Wiem co knujesz. "Zostań, jeśli kochasz" czy "Hobbit"?-zapytałem.
-Dość dobrze mnie już chyba znasz.-uśmiechnęła się. Włączyłem film i przygotowałem szybko popcorn.
-Płaczesz?-spytała Lucy w połowie filmu.
-Co?! Jestem facetem, nie płacze na jakimś tam "Zostań, jeśli kochasz"...-niezauważalne starałem łzę z mojego prawego policzka.
-Oj przestań...
-Naprawdę! Dlaczego miałbym płakać na jakimś babskim filmie, gdzie...-Lucy przerwała mi długim pocałunkiem.
Przyznam, iż teraz będę gadać więcej.

Komentujesz - motywujesz ;))

Niedługo rodzial 13 😂

czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 11.

<oczami Lucy>

Wiedziałam, że w jego ramionach mogę się czuć bezpiecznie. Każda chwila przy Harrym dawała mi odrobinę szczęścia. Powiedziałam mu, że go kocham nie tylko ze względu na sytuację, ale po to, aby widział co naprawdę do niego czuje.
Harry z typowym dla niego uśmiechem podał mi rękę, i razem wsiedliśmy do jego auta.
Całą drogę wesoło rozmawialiśmy i ciągle się śmialiśmy. Czułam, że moje życie zacznę od początku. Że każda chwila z Michaelem zostanie zapomniana i usunięta z mojej pamięci.
-Mam małe pytanie: w którym chcesz spać pokoju?-zapytał Harry kiedy weszliśmy do jego domu.
-Hmm... A co to w sumie za różnica.-zaśmiałam się, w tym samym momencie wchodząc do drugiego pokoju.-Ten. To będzie mój pokój.
Był przestronny i naprawdę wielki. Miał dwa duże okna po dwóch stronach, z których opadały długie, kremowe zasłony. Tuż obok łóżka znajdowała się biała szafa, a po drugiej stronie szafka nocna. Jednak moją uwagę przykuł ogromny, szary fotel, na którym znajdowało się kilka ręcznie zdobionych poduszek.
-Te poduszki są naprawdę śliczne... Kto je zrobił? Mamusia?-zaśmiałam się.
Harry popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. W kącikach oczu zbierały mu się łzy. Niestety za późno zorientowałam się, co powiedziałam.
-Jejku Harry tak mi przykro...-objęłam go.
-Była najsilniejszą kobietą jaką znam. Mówiła, że kogokolwiek bym nie wybrał, zawsze będzie szczęśliwa, jeśli ja będę szczęśliwy...-szepnął. Popatrzyłam mu głęboko w jego zielone oczy.
-No nic...-westchnął.-Łazienka jest na korytarzu po prawej stronie.-próbował się delikatnie uśmiechąć.-Co chciałabyś na kolacje?
Próbowałam już potem nie wspominać tego drażliwego tematu. Kiedy skończyliśmy kolacje, chciałam skorzystać z toalety, ale przez przypadek pomyliłam drzwi.
-Nie otwieraj!-krzyknął Harry. Podszedł do mnie bliżej.-Łazienka jest tu. I tak tam nie masz klucza. Nic tam nie ma ciekawego. Dobranoc.
Stałam przed drzwiami do łazienki i podążałam wzrokiem za jego krokami. Co się mu stało?! Pomyliłam tylko drzwi... Lubię tajemnice. A to już nią długo nie zostanie.

PRZEPRASZAM ZE TAK DLUGI NIE BYLO ROZDZIALU ;C JUTRO ROZDZIAL 12 ;***

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 10.

<oczami Harrego>

Było źle. Naprawde źle. Jeśli Lucy potrzebuje pomocy, to znaczy, że cos powaznego sie stalo. Lucy byla silną osobą i nie poddawała sie, ale ten sms...
Jechalem pod podany adres. Ręce mi się trzęsły, a każde czerwone swiatlo potwornie denerwowało. Kiedy dojechalem, zaparkowalem auto przed domem. W oknie zobaczylem lampkę, a przy niej Lucy, ktora leżała wpatrzona w sufit. Jest bezpieczna. Ulżyło mi.
Delikatnie zapukałem w jej okno. Gdy tylko mnie zobaczyła, szybko wstała i podeszła pod nie. Cicho je otworzyła i wyszła.
-Harry...-wyszeptala i mocno przytuliła.
Lucy była drobną osobą o silnym charakterze. Nie wybacze Michealowi, jeżeli cos jej zrobił.
-Jesteś cała?-zapytałem.
Popatrzyła na mnie smutnymi oczami.
-Nic mi nie jest... Tylko chcialam, żebys po mnie przyjechał. On mnie nie kocha. Je jego tez nie. Ja...-urwała. Zrobila głęboki wdech, po czym wyznała.-kocham tylko ciebie...
Momentalnie moje serce ogarnęło mile ciepło. Na twarzy pojawił się mimowolny uśmiech, a z moich ust wypowiedziane te słowa:
-Ja ciebie też.

Komentujesz: motywujesz

Zaraz rozdział 11 ;o ;)

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 9.

<oczami Lucy>

Michael stał przede mną. Z kwiatami. Z miną zbitego psa.
-Przepraszam, Lucy.-powiedział.
Stałam oszołomiona. Nagle przyszedł Harry. Popatrzył najpierw na mnie, potem na Michaela, a potem znów na mnie.
-Wybacz mi.-szepnął podając mi kwiaty.
Czy to napewno on? Michael?
-Posłuchaj, ja...
-Wybaczam ci.-przerwałam mu.-Harry, ja już...
-Jasne.-uśmiechnął się delikatnie. Gdyby ten uśmiech mógł zabijać, byłabym już dawno martwa.
Wzięłam torebkę i swój płaszcz. Kiedy wyszliśmy, zapytałam:
-Skąd wiesz gdzie jestem?
-Pojechałem za wami. Nie mogłem cie zostawić.
Nie rozumiem. Kompletnie nie rozumiem.
-Czyli... Kochasz mnie?-zapytałam z nadzieją.
Poczułam, że wszystko możemy zacząć od początku. Że już nigdy nie będę poniżona, gnębiona i smutna. Że już nigdy nie podniesie na mnie ręki. Że w końcu będziemy szczęśliwi. Że mnie kocha.
Czekałam na odpowiedź. Ale nie doczekałam się.
-Kochasz mnie?-ponowiłam pytanie.-Michael, zadałam ci pytanie!
-Nie podnoś na mnie głosu.-powiedział wsiadając do auta.
-Michael!
-NIE PODOŚ NA MNIE GŁOSU!
I znowu poczułam, że chcę, żeby moje życie się skończyło. Nie daje rady. Chciałam odejść, wybiec, uciec, zniknąć i nigdy nie powrócić. Miałam dość. Wszystkiego.
Po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy. Jedna za drugą. Widziałam za oknem ludzi chodzących za rękę. Szczęśliwych. Uśmiechali się, a po ich twarzach można było odczytać, jak bardzo się kochają.
Dojechaliśmy do domu. Szybko wysiadłam nie dając Michaelowi szansy na otworzenie mi drzwi. Kiedy weszłam do sypialni, trzasnęłam nimi. Położyłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
Podobno nadzieja umiera ostatnia. To znaczy, że nie żyje.
Michael nie wszedł do sypialni. Z tego co dało się usłyszeć, był w salonie. Podeszłam cicho do drzwi i zamknęłam je na klucz. Cała sypialnia na myślenie dla mnie. Myślenie i użalanie się nad sobą.
Nagle usłyszałam dźwięk smsa.
"Wszystko OK? Micheal opanował nerwy?"
Harry. On zawsze wie, kiedy napisać.
"Proszę ratuj mnie."
Musiałam mu to napisać. On jest jedyną osobą na tym całym świecie, która mnie rozumie.
"Co się stało? Zaraz będę. Podaj mi adres."
Odpisałam mu szybko. Michael zabije mnie prędzej czy później, ale ja chcę jeszcze żyć. Bo mam dla kogo.

Komentujesz - motywujesz :))

Zaraz rozdział 10 cc;

Rozdział 8.

<oczami Harrego>

Złapałem jej rękę i poszliśmy spokojnie do auta.
-Poradzimy sobie. Niedługo Michael już nic nie będzie mógł ci zrobić.-powiedziałem kiedy już siedzieliśmy w aucie.
-Poradzimy?-zaakcentowała.
-W sensie, że ci pomogę... Wiesz, dręczy mnie jedno pytanie. Dlaczego z nim nie zerwiesz?
Patrzyła przez dłuższą chwilę w okno.
-Gdyby to było takie proste... Ale ja musiałabym z nim wziąć rozwód.-wyszeptała po chwili.
Rozwód? Serio? Jak ona...?! Z nim...?! Ślub...?!
-Jak mogłaś wziąć z nim ślub?
-Moja mama chciała... Zmusiła mnie do tego. Liczyły się dla niej tylko pieniądze.
Lucy. Biedna Lucy.
-Nie mogłaś jej powiedzieć...
-Nie mogłam.
Do końca drogi Lucy ani ja nie rozmawialiśmy. Kątem oka widziałem pojedyncze łzy spływające z jej policzków. Od razu je wycierała dłonią, ale i tak je widziałem.
-Już jesteśmy. Jesteś głodna?-spytałem.
-Nie, dzięki. O której mógłbyś mnie odwieść?-popatrzyła na mnie Lucy.
Zatrzymałem się przed drzwiami i odwróciłem się w jej kierunku.
-Pytasz na poważnie? Znaczy wiesz, twoja prośba jest rozkazem-zaśmiałem się-ale serio chcesz do niego wracać? Mogę załatwić ci mieszkanie.
-I tak będzie wściekły jak nigdy. Wpadnę tylko na kawę.
O zachowaniu Michaela mówiła naturalnie, bez żadnych obaw, jakby była to dla niej codzienność. Wiem, że się go bała, chociaż próbowała to ukryć.
-Nie. Nie możesz pojechać. Zostań ze mną.
-Proszę, zostane tu chwilę ale potem mnie odwieź.
To po co to jechała?!
-Dobrze.-rzuciłem i poszedłem zrobić kawę.
Wcale nie chciałem pić kawy, piłem ją na godzinę temu na tym nieszczęsnym spotkaniu z Lucy.
Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zobaczyłem, że Lucy podeszła do nich i porozumiała się ze mną wzrokowo, że ma otworzyć.
-Michael?!-usłyszałem.

Rozdział 9. Pojawi się jeszcze dzisiaj wieczorem :)

Komentujecie-motywujecie autorkę :))

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 7.

<oczami Lucy>

Nie, nie, nie.
Michael patrzył na mnie wzrokiem nienawiści. Boże, tylko nie to. Po co tu przyszedł?! Szybko wzięłam torebkę i podeszłam do niego.
-Michael, to nie...
-ZAMKNIJ SIE SZMATO! Z KIM TY ŁAZISZ GDY MNIE NIE MA?!-Michael złapał mnie za bluzkę.
Drugą rękę miał zaciśniętą w pięść. Gdyby nie Harry, mogłabym być już w pół przytomna.
Brunet przyłożył Michaelowi w twarz. Boże. Co tu się dzieje?!
Tym razem nie mogli dokończyć bójki. Ochrona centrum handlowego ich zabrała. Kiedy wyszli ze sklepu, wciąż grozili im policją.
Skorzystałam z okazji.
-Michaelu. Musisz mnie wysłuchać. Tylko mi nie przerywaj. Przyszłam tu aby przeprosić Harrego z twoje zachowanie.-w tym momecie zdałam sobie sprawę, że powinnam użyć sformułowania "przeprosić tego pana". Za późno.
-Aha. Jesteście na ty. Zajebiście. Porozmawiamy sobie w domu.-szarpnął mnie za rękę. Tym razem nie wygra. Nie dam mu szansy.
Zaczęłam wyrywać dłoń z jego uścisku, ale on tylko jeszcze mocniej ją trzymał. W takim razie, panie Michaelu, zrobimy to tak.
-Harry! Harry ratuj!-wrzasnęłam.
W odpowiedzi dostałam uderzenie w twarz od Michaela.
Dla Harrego tego było już za dużo. Podbiegł do nas, a potem działo się to niczym scena z filmu akcji: Harry kopnął Michaela tak, aż się przewrócił, a mnie złapał.
Postawił mnie na nogi. Kazał mi uciekać, ale nie zrobiłam tego.
-Nie zostawię cie z nim. On jest niebezpieczny...-szepnęłam.
Michael wstał. Bez wstępnych uprzedzeń podszedł do mnie i wycedził:
-Policzymy się jeszcze. Ty nadal będziesz u mnie. Nie możesz mnie zdradzić.
-Kochasz ją?-krzyknął Harry.
Michael stał przez chwilę. Następnie odwrócił się i poszedł do auta.
Zaczęłam płakać. Nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Nigdy mnie nie pocałował. Nigdy nie przytulił...
Harry jakby czytał w moich myślach, objął mnie w swoje ramiona tuląc najmocniej jak potrafił.
-Ze mną będziesz bezpieczna. Obiecuje.-szepnął.
Nie wiem, co teraz czuję. To dla mnie obcy facet, ale... Czuje się przy nim dobrze, swobodnie i bezpiecznie.
Także go objęłam.

Komentujesz - motywujesz ;))

Zaraz rodzial 8 :)

Rozdział 6.

<oczami Harrego>

Delikatne promienie porannego słońca wpadły przez okno. Chcąc - nie chcąc, otworzyłem oczy i przebudziłem się. Cały wolny dzień, czyli to, co lubię najbardziej. Przeciągnąłem się i poszedłem do łazienki. Podpuchnięte oko bolało i wyglądało jeszcze gorzej niż wczoraj.
Podszedłem do lodówki i wziąłem lód. Zrobiłem sobie okład i położyłem ponownie do łóżka. Założyłem na uszy słuchawki. Wolny dzień. Tego mi było trzeba.
Błogie lenistwo przerwał mi dźwięk smsa.
"Harry, nie pytaj, tylko proszę, bądź za 30 minut w CH. Plany się zmieniły, a ja chcę wszystko szybko wyjaśnić zanim Michael się dowie."
Lucy...
Przez chwilę chciałem się wkurzyć i odpisać, że mam gdzieś jej plany, bo ja także mam własne życie i własne sprawy, ale zaraz sobie przypomniałem, jak Michael ją traktuje.
To nie była jej wina. To była wina tego zapyziałego dupka.
"Będę czekał przy tym samym wejściu."
Szybko się ubrałem w normalne ciuchy i założyłem czapkę. Może to nie wyda całemu światu, co wczoraj się stało.
Wsiadłem do auta i włączyłem muzykę. Droga do centrum handlowego nie była długa.
Wysiadając myślałem, co takiego ważnego chce mi powiedzieć Lucy. Kiedy wchodziłem, omal na nią nie wpadłem.
-O Boże, przepraszam.-zaśmiałem się.-Może zanim zaczniemy rozmawiać, chodźmy na kawę?-zaproponowałem.
Lucy kiwnęła głową i uśmiechnęła się. O mój Boże... Ma takie piękne dołeczki. Jestem ciekaw, jak często tak się uśmiecha.
Michael pewnie doprowadzał ją tylko do płaczu. Co takiego Lucy mogła mu zrobić? Dlaczego dla niej taki był?
-Dobrze, chodźmy.
Zamówiłem sobie kawę, a jej gorącą czekoladę.
-Więc na początku chciałabym cie przeprosić za wczoraj... Michael nie panuje nad emocjami... I przepraszam, że przesunęłam spotkanie. Michael pojechał po jego mamę, wiec mam godzinę wolnego, więc...
Kiedy się tłumaczyła, otwierała tak zabawnie szeroko oczy. Prawie jej nie słuchałem. Przytakiwałem tylko czasem. Jest naprawdę śliczna.
Nagle zobaczyłem w jej oczach strach. Zakryła usta dłonią. Ciągle patrzyła za mnie.
-Michael...-wyszeptała.
To był on.

KOMENTUJESZ,  MOTYWUJESZ :)))

Rozdział 5.

<oczami Lucy>

Szliśmy przez parking samochodowy bardzo dlugo, przeciez pan szanowny musiał tak daleko zaparkować... Wracalismy do domu w milczeniu. Michael zaparkowal w naszym garazu, a nastepnie wysiadl trzaskając drzwiami samochodowymi. Wysiadłam i poszłam do domu.
-Dlaczego go pobiłes?-zapytalam naruszając ciszę.
Popatrzyl na mnie jak na idiotke. Chyba niepotrzebnie zadalam to pytanie. Probowalam sie jakos wycofac, ale chyba bezskutecznie...
-Dlaczego tak mocno?
Zrobil głęboki wdech.
Niestety w jego przypadku oznaczalo to sfrustrowanie i mega zlosc, a nie opanowanie i zachowanie spokoju, jak u innych, normalnych ludzi.
Odworcil sie nie patrzac na mnie.
-Michaelu, zadalam ci...-nie dał mi skończyc. Złapał mnie za włosy i mocno je zacisnął.
-Będę robil co chce. Powinnas mi dziekowac na kolanach, że z tobą pojechałem.-cedził przez zaciśniete zęby. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Po chwili puścił moje wlosy i poszedl do sypialni, jakby nigdy nic sie nie stalo. Trzasnal drzwiami przed moim nosem, co oznaczalo, ze dzisiaj udam się do salonu.
Michael był bardzo bezwzględny i surowy. Nigdy nie widziałam jego uśmiechu. Nigdy mnie nie przytulił. Pocałował mnie raz, i to chyba z przymusu na ślubie. Traktował mnie jak sprzątaczkę i kucharkę. Był bogaty, przez co moja mama zmusliła mnie do małżeństwa. Miałam wtedy 20 lat. Chcialam się cieszyć życiem, imprezować, szaleć... Poprostu być szczęsliwa... Nie mogłam. Na mojej drodze zycie stanąl on. Michael. Wysoki, masywny i silny facet, ktory popsul mi moje zycie. Zaloze sie, że moja przeciętna uroda nie wystarczała mu. Podczas jego licznych delegacji zapewne poznał kochankę. Chciałabym mu podac to jako zarzut i wziąc rozwód, ale najpierw musiałam udowodnić, że tak było. A tego się - poprostu - nie dalo zrobic.
Czułam się poniżona zawsze po takich akcjach, ale teraz czulam, jak wszystko we mnie sie burzy. Od dawna go nie kochalam, ale... Poprostu balam sie mu tego powiedziec. Byl zbyt agresywny na takie wyznanie.
Polozylam sie na kanapie. Po chwili dostalam odpowiedz na smsa od mężczyzny ze sklepu.
"Okey, ale jeśli obiecasz, że ty mnie nie pobijesz. Tak w ogóle jestem Harry."
Harry...
"Jasne, że Cię nie pobiję. Bardzo za niego przepraszam... Jestem Lucy. Więc będziesz?"
"Będę. Dobranoc."
Dobranoc, Harry. Dobranoc.

Rozdział 4.

<oczami Harrego>

Było już po 16:00, a na dworze robiło się coraz ciemniej. Tłumy ludzi mnie mijały. Kiedy ona przyjdzie? Musze się dowiedzieć, co takiego się stało. Teoretycznie nie znam nawet jej imienia, ale musze po prostu wiedzieć co sie stało.
Nagle zobaczyłem ją - miała długie, brązowe włosy związane w koka, czarny płaszcz, no i niebiańskie oczy. Była naprawde niesamowita. I wszystko byloby dobrze gdyby nie... Mężczyna idący za nią. Jesli to był jej chlopak... On na nią nie zasługiwał. Jak ta delikatna osoba jak ona, może być z takim facetem jak on?! Ubrał się w czarną koszulę, jeansy, kurtkę i eleganckie buty. Złe dobranie stary. Do tego ten oschły wyraz twarzy...
-To on...-usłyszałem z jej ust, i nim się obejrzałem... Facet mnie uderzył w twarz. Zrobił to tak szybko, i tak boleśnie, że nie mogłem wyduśić z siebie ani jednego słowa. Złapałem dłońmi uderzone miejsce.
-O moj Boże! Michael nie rób tego!-krzyczała, ale to nic nie dawało.
Kiedy odwróciłem sie do faceta, ponownie dostałem w twarz. Tego już za wiele.
-Michael przestań, proszę!
-Zamknij się! Chciałaś to masz!-krzyknął.
Dziewczyna wyraźnie zaczęła płakać. To wystarczyło, abym ja również jego uderzył. Miesiące chodzenia na siłownie nie poszły na marne - facet upadł, ale zaraz wstał, popatrzył się ma mnie, i powiedział coś pod nosem. Coś, czego nie zrozumiałem.
-Idziemy.-szarpnął dziewczynę za rękę. Szarpnięcie było bardzo mocne, zbyt mocne jak na nią. Lewno ustała, ale ruszyła za nim. Chociaż była już daleko, odwróciła się do mnie. Z ruchu jej warg odczytałem "przepraszam".
Gwałtownie się rozejrzałem. Dlaczego on się tak zachowywał?! Co ja jej zrobiłem?!
Wciąż stałem przy wejściu do sklepu. Ludzie ciągle się na mnie patrzyli. Czułem, że dlużej tego nie wytrzymam. Wybiegłem ze sklepu i wpadłem do auta. Po podbitym oku poleciały mi pojedyncze łzy. Strasznie piekło. Ale próbowalem sobie wyobrazić, jak na codzień wyglądają ich relacje. To jak się zachowal, było straszne.
Będąc już w domu, dostałem smsa.
"Bardzo Cię przepraszam. Proszę, bądź jutro o 17:30 w tym samym miejscu. Przyjdę bez niego. Jeszcze raz przepraszam."
To była ona.


KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ :)

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 3.

<oczami Lucy>

Szybko zakończyłam połączenie. Przede mną stał Michael. W jego oczach można było dostrzec złość. Przestraszyłam się. Schowałam telefon do kieszeni.
-Kto dzwonił?-zapytał.
Przez chwilę próbowałam coś wymyślić.
-Yy... Koleżanka.-słabe, ale jakieś.
Michael wyrwał mi z ręki telefon. Zadrżałam.
-Koleżanka? Nie masz zapisanego numeru?
O mój Boże... No tak...
-No bo to taka nowa koleżanka... Poznałam dzisiaj ją w pracy. Jest nowa. Więc musiałam jej wiele rzeczy wytłumaczyć.
Przez chwilę nikt nic nie mówił. Dla mnie trwało to jak wieczność.
-Zapisz ją sobie. Nie chcę nieporozumień.
Aha. Czyli on nie chce stwarzać nieporozumień. Sam jest jednym, wielkim nieporozumieniem.
-Jasne, już zapisuje.-wzięłam telefon i zapisałam numer jako "Nicole".
Michael odwrócił się ode mnie. Poszedł do kuchni przygotować kolacje. Nie rozumiał, że chciałam zadzwonić. Nie powinno go to nic obchodzić.
Po chwili dostałam smsa od "nowej koleżanki".
"Jutro o 16:00 w tym samym centrum handlowym. h x"
Tego jeszcze by brakowało, aby Michael usłyszał. Na szczęście nic takiego się nie stało. Wiedziałam, że coś mu zrobiłam. On uważa, że wjechałam w niego wózkiem sklepowym. Ale jednak nie. Boże...
Dla pewności jednak najpierw odpisałam, a potem usunęłam oba smsy.
"Czyli jednak coś się stało?"
Długo nie dostawałam odpowiedzi. Kiedy postanowiłam już odłożyć telefon na szafkę nocną, usłyszałam dźwięk smsa.
"Właśnie chciałbym to wiedzieć. Będę czekał. xx"
Co on miał na myśli? "Chciałbym to wiedzieć"?! O co mu chodzi? O ile wiem, to on jest poszkodowany...
"Nie rozumiem co masz na myśli."
Usiadłam i czekałam. To nie było proste. Szczególnie pod okiem Michaela. Niby był daleko, w innym pomieszczeniu, ale ile potrzeba aby był obok mnie? 3 sekundy?
"Jutro porozmawiamy. Nic się nie stało. Poprostu bądź."
"Jutro porozmawiamy"?! Co to ma być?! Ja się na żadne randki nie pisze. Michael już wystarczająco dużo razy wciskał nos w nie swoje sprawy. Jakby coś tutaj wyczuł... Ale w sumie co? Jakiś facet się mnie czepia? A może chce mi coś zrobić? O mój Boże... O tym nie pomyślałam... Musze wyciągnąć na to spotkanie jutro Michaela. Powiem mu, że jakiś koleś coś ode mnie chce. A jak dodam, że się go boję, napewno się nie zdenerwuje. Tak myślę...

CZYTASZ-KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ

Czwarty rozdział niebawem :)

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 2.

<oczami Harrego>

Wracając do auta nie mogłem przestać myśleć o jej piwnych oczach. Chciałbym je zobaczyć jeszcze raz. Na szczęście jestem o tyle genialny, że dałem jej numer telefonu.
Chciałbym wiedzieć kiedy zadzwoni. I czy w ogóle to zrobi.
Strasznie się czegoś bała. Ciekawe czego? Przecież nic mi nie zrobiła. Specjalnie udawałem ból, żebym usłyszał jej głos. Miała poważny i bardzo kobiecy głos. Czarne kosmyki włosów opadały na jej twarz. Ciągle o niej myślałem. To było nie normalne!
W tym momecie usłyszałem dzwonek telefonu. Wziąłem telefon do ręki. Numer nieznany.
-Haloo?-głos w słuchawce wydawał się nie tyle znajomy, co wcześniej słyszany.
-Przepraszam, kto mówi?-na chwilę zapadła cisza.-Halo?
-Emm... To ja, dziewczyna ze sklepu.-zaśmiała się ledwie słyszalnie. To był najpiękniejszy śmiech jaki słyszałem. Był taki beztroski i młody.-Dzwonię, aby się upewnić, że nic panu nie jest. Wyglądał pan, jakby naprawdę się coś stało.
Próbowałem się nie zaśmiać. W jej głosie było słychać duży niepokój. Wiem, że nie powinienem się śmiać, ale to było tak potwornie urocze.
-Naprawdę nic mi nie jest. Z odszkodowaniem żartowałem, naprawdę. Nie ma się czym przejmować. Jestem cały i zdrowy, a do tego piękny i wolny.
Hahaha, Styles, dobry żart, nieźle ci idzie.
-To... To dobrze. Przepraszam, że dzwoniłam. Do widzenia.
Głos w słuchawce się urwał. Nie było to typowe rozłączenie. Ostatnie zdanie wypowiedziała wyjątkowo cicho, jakby ktoś kto stoi obok nie mógł się dowiedzieć o czym mówi. Ale najważniejsze jest to, że mam jej numer. Styles, stary, niezła robota.

CZYTASZ-KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ :) :) :)

Rozdział 3. niebawem ;)

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 1.

-Nie zapomnij o soku, jutro przyjeżdża moja mama.-głos w słuchawce momentalnie zmienił się w oschły. Michael nigdy nie okazywał uczuć, ale w tym momencie przeszły mi po plecach ciarki. Bałam się go, kiedy miał zły dzień. W sumie, bałam się go zawsze. Nie wiem, jak to się stało, że jesteśmy razem. To nie była moja decyzja. Mama zawsze mi powtarzała, że ten idealny musi być elegancki, dostojny i poważny. Szkoda, że nie wspomniała o takich typach jak Michael.
-Dobrze, nie zapomnę. Papa.
Mijałam sklepowe alejki szukając wzrokiem soku jabłkowego bez cukru. Przecież taki buc nie może pić innego. 
-Ojej! Przepraszam!-wykrzynęłam widząc, że wpadłam wózkiem sklepowym na pewnego bruneta.-Nic panu nie jest?
Spojrzał na mnie zielonymi oczami. Był wysoki, dużo wyższy ode mnie. Widziałam, że nic go nie bolało, ale specjalnie podparł się ręką o mój wózek.
-Nic się... *ała* Nie stało...-miał bardzo ładny głos. Popatrzył na mnie ze zdumieniem.-Coś się stało?
Przez chwilę stałam z nadzieją, że nie zadał tego pytania. A jednak.
-Niee, nic... Bardzo pana przepraszam.-odjechałam wózkiem jak najdalej od niego. Co by się stało, gdybym mu coś zrobiła? Co by powiedział Michael?! 
Wybrałam tylko sok i ruszyłam jak najszybciej do kasy. Wyłożyłam na taśmę moje zakupy. Widziałam kątem oka, że brunet poszedł do kasy obok. Kasjerka szybko spakowała wszystkie moje produkty, ale dla mnie trwało to całe wieki. Kiedy w końcu odeszłam od kasy i ruszyłam w stronę parkingu zobaczyłam, że mężczyzna idzie za mną. Przyspieszyłam. 
-Naprawdę nic mi się nie stało.-roześmiał się podchodząc do mnie.
-Ttoo dobrze...-odpowiedziałam.
-Pomogę pani.-rzucił szybko i nim się obejrzałam, trzymał już moje siatki. 
Jakiś obcy facet na którego wpadłam w sklepie, niesie mi zakupy. Jezu, nie chce siedzieć, co by było, gdyby Michael się dowiedział... Szliśmy w ciszy aż do mojego auta. 
-Bardzo panu dziękuję-w tym momecie wyrwałam mu siatki-ale dalej poradzę sobie sama.
Otworzyłam bagażnik sprawdzając, czy on cały czas stoi obok mnie. Stał. Wyjmował coś z kurtki.
-Proszę. Zgłoszę się, gdybym potrzebował odszkodowania!-roześmiał się strasznie i odszedł.
Przez chwilę patrzyłam za nim jak odchodzi do swojego auta. W ręku trzymałam kawałek kartki z numerem. Jego numerem.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Rozdział drugi ukaże się niebawem :)