sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 24.

<oczami Harrego>

Nie mogłem powiedzieć Lucy, że to była Jessie. Za dużo kłopotów naraz...
-Harry, przecież płaciłeś...
-Płaciłem, i co z tego?!-krzyknąłem. Usiadłem na kanapie nerwowo stukając palcami w poduszkę.
-Spokojnie, to tylko jedno zdjęcie...-powiedziała Lucy podchodząc do mnie.
-Musimy tam jechać. Teraz.
-Tam czyli...
-Nie ważne. Jedziemy tam, teraz.
Kiedy byliśmy już na miejscu wczorajszej randki i wsiedliśmy z auta, zaatakowali nas reporterzy, dziennikarki, fotografowie...
-Kim jest ta dziewczyna?
-Co się dzieje z zespołem?
-Czy zaśpiewacie kiedyś razem jako One Direction?
-Czy mogę jedno zdjęcie?
Wszyscy zasypywali nas milionem pytań. Nie zwracaliśmy uwagi, tylko wsiedliśmy z powrotem do auta. Jak to możliwe, że Jessie tak zrobiła?! I po co?!
Jechaliśmy szybko, jednak niektórzy pojechali w ślad za nami. W pewnym momencie skręciłem mocno w las, aby ich zgubić.
-Musimy się wyprowadzić, i to jeszcze dziś.-szepnąłem.
Po dotarciu do domu spakowaliśmy szybko ważne rzeczy i... Byliśmy w kropce.
-Gdzie my tak w ogóle pojedziemy?-odezwała się Lucy, która przez cały ten czas nic nie mówiła.
No właśnie. To było to zasadnicze pytanie.
-Twoja rodzina mieszka 400 km od nas, moja...-westchnąłem.
Siedzieliśmy ze spakowanymi walizkami w salonie. Nagle coś mnie oświeciło. I mimo tego, że może nie był to najlepszy pomysł, trzeba było spróbować. Poszedłem do długo ukrywanego przeze mnie pokoju. Na tablicy korkowej były cztery numery. Zadzwoniłem pod jeden z nich.
-Halo...?-zacząłem niepewnie.
-Mhm... Tak... Widziałeś... No... No właśnie... I tak teraz... Tak... Tak z Lucy. Nie mamy wiesz, gdzie pojechać... Mógłbyś... Naprawdę? Dziękuję... Okey, okey... Wielkie dzięki.
Wchodząc do salonu podszedłem do Lucy.
-Na kilka dni nocleg zapewni nam mój stary, dobry przyjaciel, Liam. Grał z nami w zespole.
-Czyli musimy już jechać?
-Tak.

<oczami Lucy>

Wjechaliśmy w jakiś dziwny las. Albo Harry nie umie jechać, albo to jakieś totalne zadupie.
-Długo jeszcze?-spytałam.
-Dokładnie to...-Harry spojrzał na GPSa.-2 godziny i 43 minuty.
Westchnęłam i spojrzałam w okno. Drzewa, drzewa, drzewa... To wszytko działo się zbyt szybko. Wczoraj nawet nie pomyślałabym o jakiejś przeprowadzce do lasu, puszczy czy innej wsi.
Chwilę spałam, chwilę słuchałam radia, chwilę gadałam z Harrym... I tak minął ten nieubłagany czas. Zaparkowaliśmy przed dużym, drewnianym domem, który jak na takie miejsce był naprawdę bardzo, bardzo ładny.
-Witajcie!-powiedział umięśniony, wysoki brunet.
Widać było, że chyba często się odwiedzali.
-Jestem Lucy.-powiedziałam.
O, zwrócił na mnie uwagę. Wcześniej mnie nie dostrzegł, był bardzo pochłonięty rozmową z Harrym.
-Cześć.-powiedział wyciągając do mnie dłoń.-Jestem Liam.-patrzył mi prosto w oczy, przez co nie czułam się komfortowo.
-Wejdźcie do środka, przez kilka dni to wasz nowy dom!-powiedział z zachwytem Liam.
-Przez kilka ciężkich i ponurych...-chciałam wspomnieć, ale wystarczająco szybko ugrazłam się w język.

Przepraszam za prawdopodobnie zaistniałe błędy (pisałam o 00:30 ;-;) :> kolejne rozdziały juz nie długo <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz