<oczami Harrego>
Zaparkowałem przed domem. Wykorzystałem chwilę, i zapukałem do drzwi. *cisza*
Zapukałem ponownie. To samo. Nic. Oparłem się o ścianę i chwilę jeszcze poczekałem.
Skoro Lucy kończyła pracę o 18:00, będzie w domu o 18:30... Do tego momentu zaczekam. Michael powinien chyba zaraz wrócić. Troszkę się jednak myliłem, byłem tu już dwie godziny, i ani śladu życia.
Nagle zobaczyłem auto wjeżdżające na teren domu. Popatrzyłem w przednią szybę. To Michael.
Wysiadł z auta. Kiedy tylko mnie zobaczył, podszedł do mnie.
-Czego chcesz.-zapytał.
-Hah, urocze. Myślisz, że jak będziesz udawał faceta to coś zdziałasz? Mylisz się stary.
-Załatwimy to po męsku.-powiedział i uderzył mnie pięścią w twarz. Bolało, bardzo bolało.
-Gdzie jest Lucy?!-krzyknąłem gdy mogłem poruszyć szczęką.
-Przyszedłeś tu dla niej? Normalnie książę z bajki! Za późno księżulku.-zaśmiał się szyderczo.
-Ja ją kocham. Kocham ją najmocniej na świecie. Nie wyobrażam sobie, że jej już nie zobaczę!-powiedziałem.
-Dla ciebie jest księżniczką, dla mnie kucharką, sprzątaczką, a do tego moja matka mnie nie męczy, że mam się ożenić. Żyć nie umierać!-krzyknął.
Jak on mógł?! Jak?! Pożałujesz tego Michael.
Kiedy już miałem go uderzyć, usłyszałem cichy szept:
-Zostaw go. Harry, ja...
-O mój Boże Lucy!-pobiegłem do niej. Stała obok mojego auta. Trzęsła się z zimna. Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem.
-Lucy, dlaczego tu jesteś?-zapytał Michael.
-Wszystko słyszałam. Jak mogłeś coś takiego, ja... Nienawidzę cię. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę...-Lucy płakała mi w rękaw kurtki.
-Jesteś nadal moją żoną. Pamiętaj. I dopóki ja tego chce, tak zostanie.
-Nie. Nie zostanie tak.-Lucy rzuciła obrączką.
-Podnieś ją.-powiedział spokojnie Michael.
-Ani mi się śni, ty zasran...
-PODNIEŚ JĄ!-wydał się i gdyby nie ja, rzuciłby się na nią z pięścią.
-Daje ci siedem dni. Po tym czasie się spotkamy, i wtedy porozmawiamy inaczej.
Michael wsiadł do auta, trzasnął drzwiami i odjechał. Nie wiem gdzie. Ale oby jak najdalej.
Zapukałem ponownie. To samo. Nic. Oparłem się o ścianę i chwilę jeszcze poczekałem.
Skoro Lucy kończyła pracę o 18:00, będzie w domu o 18:30... Do tego momentu zaczekam. Michael powinien chyba zaraz wrócić. Troszkę się jednak myliłem, byłem tu już dwie godziny, i ani śladu życia.
Nagle zobaczyłem auto wjeżdżające na teren domu. Popatrzyłem w przednią szybę. To Michael.
Wysiadł z auta. Kiedy tylko mnie zobaczył, podszedł do mnie.
-Czego chcesz.-zapytał.
-Hah, urocze. Myślisz, że jak będziesz udawał faceta to coś zdziałasz? Mylisz się stary.
-Załatwimy to po męsku.-powiedział i uderzył mnie pięścią w twarz. Bolało, bardzo bolało.
-Gdzie jest Lucy?!-krzyknąłem gdy mogłem poruszyć szczęką.
-Przyszedłeś tu dla niej? Normalnie książę z bajki! Za późno księżulku.-zaśmiał się szyderczo.
-Ja ją kocham. Kocham ją najmocniej na świecie. Nie wyobrażam sobie, że jej już nie zobaczę!-powiedziałem.
-Dla ciebie jest księżniczką, dla mnie kucharką, sprzątaczką, a do tego moja matka mnie nie męczy, że mam się ożenić. Żyć nie umierać!-krzyknął.
Jak on mógł?! Jak?! Pożałujesz tego Michael.
Kiedy już miałem go uderzyć, usłyszałem cichy szept:
-Zostaw go. Harry, ja...
-O mój Boże Lucy!-pobiegłem do niej. Stała obok mojego auta. Trzęsła się z zimna. Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem.
-Lucy, dlaczego tu jesteś?-zapytał Michael.
-Wszystko słyszałam. Jak mogłeś coś takiego, ja... Nienawidzę cię. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę...-Lucy płakała mi w rękaw kurtki.
-Jesteś nadal moją żoną. Pamiętaj. I dopóki ja tego chce, tak zostanie.
-Nie. Nie zostanie tak.-Lucy rzuciła obrączką.
-Podnieś ją.-powiedział spokojnie Michael.
-Ani mi się śni, ty zasran...
-PODNIEŚ JĄ!-wydał się i gdyby nie ja, rzuciłby się na nią z pięścią.
-Daje ci siedem dni. Po tym czasie się spotkamy, i wtedy porozmawiamy inaczej.
Michael wsiadł do auta, trzasnął drzwiami i odjechał. Nie wiem gdzie. Ale oby jak najdalej.
Rozdział 21 juz niedługo <3
21 na teraz! Albo jutro cx
OdpowiedzUsuńZdążyłam :)
Usuń