piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 27.

<oczami Lucy>

Kiedy się obudziłam, było kompletnie ciemno. Mrok opanował cały pokój, więc ostrożnie musiałam wstać i podejść do szafki z moim telefonem.
01:26
Nie sprawdzałam wiadomość od Michaela. Myślałam, że słusznie... Powróciłam do łóżka i dopiero teraz zauważyłam Harrego. Spał na drugiej połowie.
Oczywiście aby moje życie nie było miłe, nie mogłam z powrotem zasnąć. Wyszłam na korytarz i skierowałam się do łazienki.
-Miło, że cię widzę.-powiedział Liam wchodząc właśnie na górę. Przestraszyłam się.
-Ja... Właśnie idę do pokoju...-szepnęłam.
-Dobra, okey.-odparł. Uff, nie było aż tak źle.-Do Harrego?
Jaki on jest dziwny. Nie, do świętego Walentego.
-Tak... Juz idę...
-On cię nie kocha. Jesteś poprostu jego kolejną dziewczyną. Nie nazwę cie inaczej, chociaż powinienem. Bo jeszcze pójdziesz na skargę do Harrego, o nie!-zaśmiał się sarkastycznie.
Każde jego słowo wywierało na mnie ogromny ból. Skąd on wziął takie wnioski?! Co on w ogóle do mnie ma?!
-Słuchaj, chyba się nie rozumiemy.-zaczęłam, ale nie skończyłam po podszedł do mnie bliżej.
-Rozumiemy się doskonale, i nie mów tak do mnie, bo ja jestem panem tego domu. Powinnaś mi na kolanach dziękować, że masz gdzie schować dupe!
W tej chwili nie czułam nic poza chęcią uderzenia go w twarz. Jestem doświadczoną dziewczyną, już raz się z takim przypadkiem spotkałam. No, podobnym. Michael się jednak trochę różni od Liama.
Nie powiedziałam już nic. Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Byłam wściekła i urażona jednocześnie. Nie umiałam dokładnie opisać tego, co czułam. Każde jego słowo to dla mnie ból. Każde jego spojrzenie to tortury. On mnie nawet nie zna! Co on do mnie ma?!
Muszę jak najszybciej znaleźć się w domu. Weszłam na najpopularniejsze strony w internecie. Byłam przeszcześliwa kiedy zobaczyłam, że na głównych stronach gazet nie ma nic o mnie i o Harrym.

<oczami Harrego>

Siedziałem na łóżku. Było jasno, zbyt jasno jak na zimę. Na korytarzu szła Lucy. Podchodziła w moją stronę, gdy niespodziewanie uderzył ją Liam. Krzyknąła, a ja chciałem wstać, ale nie mogłem. Byłem w jednym miejscu, jak przyklejony. Krzyczałem i ja, kiedy Liam ją po raz drugi uderzył.
-LUCY!-krzyczałem, ale to nic nie dawało. Liam usłyszał to, więc podszedł do mnie, i w jednej chwili...
Otworzyłem oczy. To tylko sen, to tylko sen... Przewróciłem się na drugi bok, ale Lucy nie było. Podniosłem się na rękach i zobaczyłem ją jak siedzi pod drzwiami i namiętnie czegoś szuka w internecie.
-Hej, czego szukasz?-spytałem.
-Jejku, już nie śpisz... Możemy wracać, nic o nas nie piszą.
-Będziemy tu jeszcze tydzień. Ja wiem co to znaczy być celebrytą.-odpowiedziałem.
Spojrzała na mnie ni to urażona, ni to zdziwiona.
-Co masz na myśli?
-Nie zapomną tak szybko, spokojnie.-uśmiechnąłem się.
Westchnęła. Przez chwilę chciała coś powiedzieć, ale wstrzymała się.
Oparła się głową o drzwi.
Mój sen był dziwny. Przecież Liam nie mógłby tego zrobić. A jednak Lucy ciągle miała jakiś problem. To dziwne. Muszę się dowiedzieć, dlaczego nie chciała oglądać filmu, rzuciła w niego poduszką i dlaczego wtedy kłamała... A może nie?
W końcu położyła się obok mnie i momentalnie usunęła. Aha, super.
Tak naprawdę mi też sen przyszedł szybko.

Przepraszam, że rzadko wrzucam rozdziały ;x postaram się częściej wchodzić i pisać więcej :*

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 26.

<oczami Harrego>
Żadne z nas nie chciało ty być.
Chcieliśmy być teraz w domu, razem się śmiać, razem spędzać czas... Sam nie jestem zadowolony z zamieszkania u Liama. Nasuwają się mi wciąż tamte złe wspomnienia jeszcze z czasów zespołu.
Lucy siedziała wtulona we mnie, kiedy jej śpiewałem. Nie wiem, dlaczego chciała, abym jej zaśpiewał, ale... Musiałem to zrobić. Ona jeszcze bardziej niż ja nie chce tu być. Poczułem coś mokrego spływającego po mojej koszuli.
-Lucy, dlaczego płaczesz?-zapytałem.
Miała zamknięte oczy i czerwoną twarz. Ciągle się do mnie przytulała, i nadal płakała.
-Jestem okropna, Harry...-wyszeptala w końcu.
-Lucy, nie jesteś. Nie chcesz tu być, rozumiem. Ja też. Ale Liam nas przyjął, wolę być tu niż u nas i mieć milion kamer wokół siebie.
Lucy uspokoiła się. Wstała i podeszła do okna rozsuwając zasłony.
-Liam zaczął mówić, że on nie toleruje takiego zachowania, i że jestem "księżniczką"... To było okropne. Jakby nie chciał mnie tu. Rozumiesz? Od początku dziwnie na mnie patrzył. Gdy po raz pierwszy na mnie spojrzał, jego uśmiech zmienił się w zacięty wyraz twarzy, czułam jakby chciał się czegoś dopatrzeć we mnie. Za każdym razem czułam jego przeszywający wzrok... On nie chce, żebym tu była.-powiedziała Lucy bawiąc się zasłoną.
-Lucy, chciałbym Ci wierzyć, ale to ja spędziłem z Liamem parę dobrych lat. Wiem, że jest nad wyraz odpowiedzialny, zdystansowany i...
-I dziwny.-dodała Lucy.
-Nie, nie dziwny.-wypaliłem.
-Harry, idziemy?-spytał Liam wchodząc do pokoju.
-Pewnie, już idę. Lucy, idziesz z nami?-zapytałem.
Popatrzyła na Liama, który miał głowę odwróconą w kompletnie inną stronę.
-Idę...
***
Usiedliśmy na kanapie we trójkę. Ostateczny wybór filmu należał do Lucy. Ta jednak była pochłonięta oglądaniem ściany. Nie wytrzymam z nią.
-Lucy, co oglądamy?-spytałem z niecierpliwością.
-Co? O, no... Nie wiem.
Liam był wyraźnie zdenerwowany, ja zresztą powoli też.
-Może weź tą swoją laskę przyprowadź do porządku.-powiedział szeptem Liam.
-Lucy, kochanie, wybór należy do ciebie.
-Ja... Nie oglądam.-powiedziała i odeszła na górę do pokoju.
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7... Jestem przy siedmiu i nadal nie pomaga...
Wstałem i poszedłem do niej. Siedziała na łóżku i płakała.
-Lucy, co tym razem?! Liam się na ciebie krzywo spojrzał?! Powiedział coś? Obraził?!-krzyknąłem.
Lucy nic nie powiedziała, podeszła do mnie i mocno mnie przytulając, szepnęła:
-Nie zostawisz mnie tu samej, prawda?
-Przestań, próbuję się na ciebie gniewać. I zobacz co mi zrobiłaś! Powinienem być zły i powiedzieć, żebyś się zachowywała normalnie, a ja cię przytułam i ciągle ci tłumaczę.-zaśmiałem się.-Do tego zachowujesz się jak małe dziecko: boisz się wymyślonego potwora o imieniu Liam!
-A co jak on istnieje?
-To masz mu powiedzieć, że przyjedzie twój książę na białym koniu a on pożałuje.
<oczami Lucy>
Może Harry nie wiedział, ale ja pytałam na poważnie.
Bałam się Liama. To dziwne, bo kompletnie go nie znam. Wiem tyle, że potrafi zabić spojrzeniem. W tym złym sensie.
-A gdzie ten książe, giermku?-zaśmiałam się.
***
Harry zszedł na dół obejrzeć film z Liamem, a ja zostałam sama. Ale teraz się cieszyłam. Tyle czasu tylko dla siebie...
Powoli się sciemniało, a że byłam zmęczona, przysnęłam na chwilę...
"KOMENTUJCIE MOTYAUJCIE "~cytat dnia <3 <3 <3

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 25.

<oczami Harrego>
Liam od kilku lat mieszkał zdala od miasta w dużym drewnianym domu. Od kilku lat, czyli od czasów rozejścia się zespołu.
-Lucy, podoba ci się?-zapytałem kiedy weszliśmy do pokoju.
Widziałem na jej twarz grymas, który oznaczał lekkie niezadowolenie.
-Tak, pewnie...-powiedziała.
Kiedy zostaliśmy sami rozpakowaliśmy walizki. Próbowałem podjąć się jakiejś rozmowie z Lucy, ale nie miała ochoty na gadanie.
-Co ci się stało?-spytałem w końcu.
-Liam jest dziwny.-powiedziała.
Szczerze się zaśmiałem.
-Dziwny? Lucy, to mój przyjaciel!-objąłem ją ramieniem.
-Tak, ale... No nie wiem. Może przesadzam.
Za godzinę zeszliśmy na obiad, ponieważ wciąż była wczesna pora. Na początku Lucy wypierała się, że nie jest głodna, ale potem zacząłem ją łaskotać, więc w końcu razem zeszliśmy na dół.
Oprócz Liama powitał nas również jego dość duży, czarny pies.
-O mój Boże hej słodziaku! A kto jest taki piękny?-pytała psa Lucy.
-Osobiście nie gadam z psami, ale chyba zacznę.-zaśmiałem się siadając do stołu.
<oczami Lucy>
Przez cały obiad Liam dziwnie się na mnie patrzył, przez co kompletnie straciłam apetyt.
-Dziękuję.-powiedziałam i odeszłam od stołu.
Za chwilę na górę przyszedł też Harry.
-Lucy, nie mamy wyjścia, musimy tu być. Póki sytuacja ze zdjęciami się nie uspokoi...
-To może powiedz temu swojemu przyjacielowi, żeby się tak na mnie nie patrzył, dobrze?-spytałam i położyłam się na łóżko.
-Tak, czyli jak?
Westchnęłam. Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
-To nie był wzrok nienawiści, bardziej... Zdziwienia i... Obrzydzenia.
-Obrzydzenia? Lucy, okey? Bo chyba jednak nie.-oburzył się Harry.-Idę do Liama.
Aha. Czyli on sobie wyszedł. Super.
Po godzinie spędzonej na nieudanej drzemce, dostałam smsa.
"Już za kilka dni się spotkamy. Nie mogę się doczekać."
Michael?! Pogrzało go?!
"Pomyliłeś numery czy to do mnie?"
Długo nie dostawałam odpowiedzi, ale w końcu się doczekałam.
"Do ciebie. Do zobaczenia."
Nie chcę się pytać o co mu chodzi. Mam go gdzieś.
-Hej, idziesz z nami oglądać film?-zapytał Liam, który bez pytania wszedł do pokoju.
-Nie dzięki.-powiedziałam.
-Słuchaj księżniczko: u mnie nie ma fochów. Albo jesteś grzeczna, albo...
-Hej Liam. O czym gadacie?-spytał Harry, który właśnie wszedł.
-Mówię Lucy o możliwości filmów. Więc to albo Love Story.
Czułam jak oblewa mnie złość. Jak on może tak kłamać? Przed chwilą mówił do mnie coś innego!
Zaczęłam rzucać w Liama poduszkami.
-Nienawidzę cię! Nienawidzę cię!!!-krzyczałam.
-Hej! Przestań! Lucy, uspokój się!-krzyknął Harry.
Kiedy amunicja się skończyła, opadłam bezsilnie na łóżko.
-Liam, zaczekaj na mnie na dole, proszę...-szepnął Harry i podszedł do mnie.-Lucy co ci się dzieje? Uspokój się! Co to było? Dlaczego rzucałaś poduszkami?!
Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać.
-Ja nie chcę tu być... On mi groził...-wyszeptałam tuląc się do Harrego.
-Lucy, to że nie chcesz tu być, nie znaczy, że masz się tak zachowywać. I nie kłam, że ci groził. To Liam, nie Michael.
Harry mi nie wierzy... Jasne...
-Zaśpiewaj mi coś.-powiedziałam w końcu.
-Co?!-zapytał wyraźnie zdumiony Harry.
-Zaśpiewaj mi coś, proszę...
-Ale Lucy...
-Harry...
Westchnął.
-We’re only getting older baby
And I’ve been thinking about it lately
Does it ever drive you crazy
Just how fast the night changes?
Everything that you’ve ever dreamed of
Disappearing when you wake up
But there’s nothing to be afraid of
Even when the night changes
It will never change me and you.
Komemtujesz motywujesz autorkę 

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 24.

<oczami Harrego>

Nie mogłem powiedzieć Lucy, że to była Jessie. Za dużo kłopotów naraz...
-Harry, przecież płaciłeś...
-Płaciłem, i co z tego?!-krzyknąłem. Usiadłem na kanapie nerwowo stukając palcami w poduszkę.
-Spokojnie, to tylko jedno zdjęcie...-powiedziała Lucy podchodząc do mnie.
-Musimy tam jechać. Teraz.
-Tam czyli...
-Nie ważne. Jedziemy tam, teraz.
Kiedy byliśmy już na miejscu wczorajszej randki i wsiedliśmy z auta, zaatakowali nas reporterzy, dziennikarki, fotografowie...
-Kim jest ta dziewczyna?
-Co się dzieje z zespołem?
-Czy zaśpiewacie kiedyś razem jako One Direction?
-Czy mogę jedno zdjęcie?
Wszyscy zasypywali nas milionem pytań. Nie zwracaliśmy uwagi, tylko wsiedliśmy z powrotem do auta. Jak to możliwe, że Jessie tak zrobiła?! I po co?!
Jechaliśmy szybko, jednak niektórzy pojechali w ślad za nami. W pewnym momencie skręciłem mocno w las, aby ich zgubić.
-Musimy się wyprowadzić, i to jeszcze dziś.-szepnąłem.
Po dotarciu do domu spakowaliśmy szybko ważne rzeczy i... Byliśmy w kropce.
-Gdzie my tak w ogóle pojedziemy?-odezwała się Lucy, która przez cały ten czas nic nie mówiła.
No właśnie. To było to zasadnicze pytanie.
-Twoja rodzina mieszka 400 km od nas, moja...-westchnąłem.
Siedzieliśmy ze spakowanymi walizkami w salonie. Nagle coś mnie oświeciło. I mimo tego, że może nie był to najlepszy pomysł, trzeba było spróbować. Poszedłem do długo ukrywanego przeze mnie pokoju. Na tablicy korkowej były cztery numery. Zadzwoniłem pod jeden z nich.
-Halo...?-zacząłem niepewnie.
-Mhm... Tak... Widziałeś... No... No właśnie... I tak teraz... Tak... Tak z Lucy. Nie mamy wiesz, gdzie pojechać... Mógłbyś... Naprawdę? Dziękuję... Okey, okey... Wielkie dzięki.
Wchodząc do salonu podszedłem do Lucy.
-Na kilka dni nocleg zapewni nam mój stary, dobry przyjaciel, Liam. Grał z nami w zespole.
-Czyli musimy już jechać?
-Tak.

<oczami Lucy>

Wjechaliśmy w jakiś dziwny las. Albo Harry nie umie jechać, albo to jakieś totalne zadupie.
-Długo jeszcze?-spytałam.
-Dokładnie to...-Harry spojrzał na GPSa.-2 godziny i 43 minuty.
Westchnęłam i spojrzałam w okno. Drzewa, drzewa, drzewa... To wszytko działo się zbyt szybko. Wczoraj nawet nie pomyślałabym o jakiejś przeprowadzce do lasu, puszczy czy innej wsi.
Chwilę spałam, chwilę słuchałam radia, chwilę gadałam z Harrym... I tak minął ten nieubłagany czas. Zaparkowaliśmy przed dużym, drewnianym domem, który jak na takie miejsce był naprawdę bardzo, bardzo ładny.
-Witajcie!-powiedział umięśniony, wysoki brunet.
Widać było, że chyba często się odwiedzali.
-Jestem Lucy.-powiedziałam.
O, zwrócił na mnie uwagę. Wcześniej mnie nie dostrzegł, był bardzo pochłonięty rozmową z Harrym.
-Cześć.-powiedział wyciągając do mnie dłoń.-Jestem Liam.-patrzył mi prosto w oczy, przez co nie czułam się komfortowo.
-Wejdźcie do środka, przez kilka dni to wasz nowy dom!-powiedział z zachwytem Liam.
-Przez kilka ciężkich i ponurych...-chciałam wspomnieć, ale wystarczająco szybko ugrazłam się w język.

Przepraszam za prawdopodobnie zaistniałe błędy (pisałam o 00:30 ;-;) :> kolejne rozdziały juz nie długo <3

piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 23.

<oczami Harrego>
Kiedy Lucy pojechała do pracy, mogłem spokojnie zadzwonić do Jessie. Usiadłem w salonie, wybrałem numer i zadzwoniłem.
-Halo?
-Słuchaj. Tu Harry. Nie wiem po co byłaś u mnie, ale ostrzegam, nie masz prawa mnie odwiedzać i tak się zachowywać podczas obecności mojej dziewczyny.
-A podczas jej nieobecności?-zaśmiała się cicho.
-Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Poprostu nie toleruję takiego zachowania po naszym zerwaniu.
-Czyli, jak mam rozumieć kotku, nie wrócisz do mnie?-spytała.
-Po pierwsze: nie kotku. Po drugie: nigdy do ciebie nie wrócę.
-Nawet nie wiesz do czego jestem zdolna. Zepsuję ci życie. Jeszcze będziesz płakać. Żegnam.
Rzuciłem telefonem na fotel. Idiotka. Za kogo ona się uważa?! I jak niby ma mi zniszczyć życie?!
Postanowiłem się nie denerwować. Umówiłem się z Lucy, że wróci wcześniej z pracy i zjemy gdzieś na mieście.
<oczami Lucy>
Wracając z pracy wiedziałam, że muszę się przygotować na wielkie wow. Harry potrafi być zaskakujący, więc muszę uważać.
-Hej kochanie, już jestem!-krzyknęłam w progu.
-Hej.-Harry pocałował mnie.
Ubrałam się dość luźno. Kiedy byłam gotowa, wyszliśmy razem do miasta.
Gdy byliśmy u celu, Harry otworzył mi drzwi, przez co kopnęłam go kolanem w jego udo. Zaczęliśmy się oboje śmiać. Potem było już idealnie: cicha i spokojna randka w restauracji. Bez niepotrzebnego sztywniarstwa i powagi.
Kiedy wyszliśmy, chwilę jeszcze spacerowaliśmy po pobliskim parku.
Wieczór był zimny, czasem spadł śnieg... Czułam, że ktoś nas obserwuje. Niepotrzebnie to ignorowałam. Po jakimś czasie jednak zobaczyłam jakiś błysk lampy. Chciałam zwrócić na to uwagę Harremu, ale wtedy weszliśmy do auta.
<oczami Harrego>
Poranna kawa postawiła nas na nogi po długiej nocy. Przeglądałem gazetę, gdy nagle Lucy krzyknęła:
-O mój Boże Harry! Szybko chodź tu!
Na stronach głównych wszystkich portali i stron było zdjęcie z naszego wczorajszego wieczoru z dopiskiem:
"Były piosenkarz zespołu One Direction wyrywa nowe dziewczyny. Wdzięk? Kasa, czy klasa?"
Nie wierzyłem własnym oczom... Ciągle płacę wszytkim portalom aby nie pisały nic o mnie i o starym zespole. Kto to mógł być?! Ten ktoś niszczy mi życie! Zaraz... Jessie.
KOMENTARZE MOTYWUJĄ <3

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 22.

Uwaga!
Rozdziały będą się pojawiać rzadziej, ale będą dłuższe :)

<oczami Harrego>

Wszystko było w idealnym porządku - Lucy była ze mną, Michael nam nie przeszkadzał, niczego nie musimy ukrywać... Wszystko było ok, do pewnego momentu.
Minęły już dwa dni od kiedy Michael wyznał co naprawdę myśli o Lucy. Siedzieliśmy popijając poranną kawę, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wstałem i poszedłem z kuchni.
-Cześć Harry.-powiedziała stojąca przede mną kobieta.
-Przepraszam, znamy się?
Kobieta popatrzyła na mnie i nerwowo się zaśmiała.
-Jestem Jessie. Pamiętasz, napewno.
Jessie? Nic mi to nie mówi.
-Słuchaj, ja...
-Nie żartuj, Harry.-weszła i zamknęła drzwi.
Zbliżyła swoją twarz do mojej. Opierała czoło o moje.
-Kto to był Ha... O mój Boże! Harry!-krzyknęła Lucy która zeszła właśnie na dół.
Jessie odwróciła się do Lucy.
-A ty kim niby jesteś?-zapytała.
-Harry kto to jest?!
-Podaje się za jakąś Jessie, nie znam jej!-krzyknąłem.
-Jeszcze niedawno mówiłeś, że mnie kochasz. Teraz już masz inną? Pff. Nie potrzebnie się fatygowałam. A ciebie ostrzegam.-zwróciła się do Lucy.-Jestem idealnym przykładem na jego miłość.
Jessie odwróciła się i wyszła.
Przez chwilę wachałem się, czy za nią nie pobiec i nie wyjaśnić tej sprawy.
-Kto to był?-zapytała w końcu Lucy.
-Podaje się za jakąś Jessie, mówiłem już... Nie wiem kim jest.
-Chciałabym w to uwierzyć...-szepnęła i wróciła do kuchni.
Stałem jeszcze przez chwilę i myślałem co z tym zrobić. To sytuacja bez wyjścia. Lucy mi nie uwierzy. Musze to wytłumaczyć z tą "Jessie".
Chociaż nie mogę skłamać, coś mi mówiło, że ją znam. Wziąłem komórkę i spojrzałem w kontakty.

Jack
James
John
Jessie
Julie

Wiedziałem... Jutro musze zadzwonić do Jessie i wyjaśnić to wszytko. Boje się, że to mnie przerośnie. Przecież gdy okaże się, że ona chce do mnie wrócić, popsuje całkowicie relacje z Lucy... Nie mogę do tego dopuścić.

<oczami Lucy>

Wiedziałam. Wiedziałam, że kiedyś tak się stanie. Za miło było nam przez te dwa dni. Chyba się dawno nie kłóciliśmy.
-Słuchaj. Ja naprawdę nie wiem, kto to był.-powiedział Harry.
Milczałam. Nie wiem co o tym myśleć. Tak naprawdę ona tylko do niego przyszła. Nie powinnam być zazdrosna.
-Wiesz, ja poprostu się boje, że kiedyś to ja będę taką Jessie... Że przestaniesz mnie kochać... Dlaczego z nią skończyłeś?-spytałam.
Harry widocznie próbował sobie coś przypomnieć.
-Trochę ich było, więc...
-Aha. Jeszcze ciekawiej. Czyli ja będę kolejną do kolekcji?-westchnęłam.
-Kochanie, dlaczego tak myślisz? Miałem... Kilka dziewczyn. Ciebie kocham najbardziej.-szepnął Harry przytulajac mnie.
-Mówiłeś to każdej byłej dziewczynie. No nic. Muszę to przemyśleć.-stwierdziłam i poszłam do naszego już pokoju.
Co jeśli naprawdę jestem tylko jedną z wielu dziewczyn Harrego? Co jeżeli on chce tylko jednego?
-Lucy... Posłuchaj.-wszedł do pokoju Harry.-Nie wiem, jak mam to powiedzieć. Kocham cię bardziej niż inne. Jesteś moim słoneczkiem, które daje mi uśmiech i radość z życia. Uwierz mi.
Coś za słodko. Podstęp?
-Udowodnij, że mnie tak bardzo kochasz.-powiedziałam w końcu.
Spodziewałam się jakiegoś namiętnego pocałunku czy coś, ale Harry poprostu wyszedł z pokoju.
To było dziwne. Nie było go kilka minut. Kiedy już wrócił, trzymał w rękach pudełko.
-Proszę. Tu masz kluczyk do pokoju, tu masz ręcznik, tu masz plan dnia, tu masz nasze pierwsze smsy.-Harry pokazał na telefonie nasze pierwsze rozmowy.
-Pamiętam to... Michael stał wtedy nade mną. Strasznie się bałam...
-Teraz już się nie boisz. Jesteś ze mną. Kocham cię, zrozum.
Oj dobra, niech mu będzie, udam wzruszoną. Tylko to nie było takie proste.
Przez chwilę nie mrugałam. Potem potarłam nos, i prawie "wzruszenie" było gotowe.
-Ojej, Harry, ja też cię kocham...

Pamiętajcie!!! Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania <3 komentujcie! :*

Rozdział 21.

<oczami Lucy>

-Nasza miłość jest dziwna...-zaśmiałam się przez łzy.
-Sami jesteśmy dziwni.-tak, to mój Harry.

***

Po drodze do domu Harrego pogłębialiśmy sens wypowiedzianych słów przez Michaela. Doszliśmy do wniosku, że siódmego dnia przyjedzie do nas Michael.
Kiedy już byliśmy na miejscu, zobaczyłam wciąż otwarte drzwi do pokoju z tymi dziwnymi rzeczami.
-Harry, mógłbyś mi wytłumaczyć, dlaczego tak to ukrywałeś?-spytałam po chwili.
Westchnął.
-W 2010 roku stworzono w X FACTOR zespół składający się z pięciu chłopaków. Między innymi byłem tam ja. Złączono nas, chociaż przyszliśmy osobno. Nie znaliśmy się, więc był to dla nas duży szok. Nie wygraliśmy, ale... Od tego momentu zaczęły się trasy koncertowe, miliony fanek i fanów, płyty, koncerty, piosenki, albumy, książki... Mieliśmy mnóstwo pieniędzy. Nazwaliśmy się One Direction. W skład zespołu wchodzili: ja, Niall Horan, Liam Payne, Zayn Malik i Louis Tomlinson. Od początku naszego istnienia posądzano mnie i Louisa, że jesteśmy parą. Były to fanki "Larrego". To wszystko byli kłamstwa i głupie plotki. Po premierze szóstej płyty, stwierdziłem, że mam dość bycia w zespole. Okazało się, że ktoś to nagrał. Wyciekło to do sieci, przez co zespół szybko się rozpadł. Do dziś płacę mediom, aby nie mówiły o mnie i o One Direction. Wszelkie informacje, plotki i zdjęcia z sieci zostały usunięte. Internet o nas zapomniał - fani jednak nie. Ciągle czasem jeszcze widzę wpisy na Twitterze albo Facebooku związane z One Direction. Są to najczęściej negatywne komentarze mojego zachowania... Gdybym mógł cofnąć czas o cztery lata, zrobiłbym to. Byłbym pewnie teraz w trasie koncertowej... Do tego nawiązuje też to jedzenie wcześnie śniadania. Zawsze, każdego dnia, dzień w dzień jadłem śniadanie o 5:00, czasem wcześniej. Tamten ręcznik dostałem podczas pierwszej trasy koncertowej w hotelu. To był dla mnie szok, więc pozwolili mi zabrać go na pamiątkę. Eh... Wiesz już wszystko. Przepraszam, że tak to ukrywałem, ale... Najgorszy moment mojego życia jest właśnie w tym pokoju.
Jejku, mój Harry... Tyle przeszedł...
-Ja... Nie wiem co powiedzieć... Strasznie mi przykro, ale wiesz... Gdybyś teraz był w trasie... Znajdź jakieś pozytywy.
-Już znalazłem. Stoi przede mną.

Jutro rozdział 21 wooooow :)
Kocham Was ;))

Rozdział 20.

<oczami Harrego>
Zaparkowałem przed domem. Wykorzystałem chwilę, i zapukałem do drzwi. *cisza*
Zapukałem ponownie. To samo. Nic. Oparłem się o ścianę i chwilę jeszcze poczekałem.
Skoro Lucy kończyła pracę o 18:00, będzie w domu o 18:30... Do tego momentu zaczekam. Michael powinien chyba zaraz wrócić. Troszkę się jednak myliłem, byłem tu już dwie godziny, i ani śladu życia.
Nagle zobaczyłem auto wjeżdżające na teren domu. Popatrzyłem w przednią szybę. To Michael.
Wysiadł z auta. Kiedy tylko mnie zobaczył, podszedł do mnie.
-Czego chcesz.-zapytał.
-Hah, urocze. Myślisz, że jak będziesz udawał faceta to coś zdziałasz? Mylisz się stary.
-Załatwimy to po męsku.-powiedział i uderzył mnie pięścią w twarz. Bolało, bardzo bolało.
-Gdzie jest Lucy?!-krzyknąłem gdy mogłem poruszyć szczęką.
-Przyszedłeś tu dla niej? Normalnie książę z bajki! Za późno księżulku.-zaśmiał się szyderczo.
-Ja ją kocham. Kocham ją najmocniej na świecie. Nie wyobrażam sobie, że jej już nie zobaczę!-powiedziałem.
-Dla ciebie jest księżniczką, dla mnie kucharką, sprzątaczką, a do tego moja matka mnie nie męczy, że mam się ożenić. Żyć nie umierać!-krzyknął.
Jak on mógł?! Jak?! Pożałujesz tego Michael.
Kiedy już miałem go uderzyć, usłyszałem cichy szept:
-Zostaw go. Harry, ja...
-O mój Boże Lucy!-pobiegłem do niej. Stała obok mojego auta. Trzęsła się z zimna. Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem.
-Lucy, dlaczego tu jesteś?-zapytał Michael.
-Wszystko słyszałam. Jak mogłeś coś takiego, ja... Nienawidzę cię. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę...-Lucy płakała mi w rękaw kurtki.
-Jesteś nadal moją żoną. Pamiętaj. I dopóki ja tego chce, tak zostanie.
-Nie. Nie zostanie tak.-Lucy rzuciła obrączką.
-Podnieś ją.-powiedział spokojnie Michael.
-Ani mi się śni, ty zasran...
-PODNIEŚ JĄ!-wydał się i gdyby nie ja, rzuciłby się na nią z pięścią.
-Daje ci siedem dni. Po tym czasie się spotkamy, i wtedy porozmawiamy inaczej.
Michael wsiadł do auta, trzasnął drzwiami i odjechał. Nie wiem gdzie. Ale oby jak najdalej.


Rozdział 21 juz niedługo <3