wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 28.

WIELKI POWRÓT BLOGA :)
Nie pisałam ostatnio rozdziału bardzo długo, ale teraz powracam z długim, bardzo bardzo bardzo bardzo ważnym rozdziałem :) przepraszam, że tak długo czekaliscie :c proszę tylko o komentarze, które naprawdę bardzo motywują :) miłego czytania :*

<oczami Harrego>
To już któryś poranek u Liama. Sytuacja z Lucy się nie zmieniła. Dałem sobie spokój, ale... Nie byłem pewien niczego.
-Hej Liam, powiedz mi tak szczerze: o ci co chodzi Lucy? Macie jakiś wyraźny problem.-powiedziałem schodząc na śniadanie.
Spojrzał na mnie.
-Nie mamy żadnego problemu. To ONA ma.-wyraźnie zaakcentował. Podał mi i sobie jajecznicę na talerz i usiedliśmy do stołu.
-Dobra, to jaki ONA ma problem?-spytałem dość długo wyczekując odpowiedzi.
-Nie wiem. Ciągle na mnie krzyczy. Pilnuj tej swojej...
-Dzień dobry.-Lucy zaspana zeszła na śniadanie. 
-Cześć kochanie.-pocałowałem ją w czoło.
Liam chrząknął.
Lucy chwilę stała, patrząc to na mnie, to na Liama. 
-No siadaj, jajecznica jest na stole.-powiedział w końcu Liam.
-Dziękuję za pozwolenie.
-Jakie pozwolenie? O co ci chodzi?
-Nigdy nie można się niczego spodziewać co do ciebie...
-A ty...
-Zamknijcie się! Oboje! Jesteście gorsi niż małe dzieci! Jaki macie ze sobą problem?!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.
Lucy usiadła. Zaczęła grzebać widelcem w jedzeniu.
-Ja dziękuję za śniadanie.-powiedziała i wstając od stołu z miną "mam focha albo okres, albo jedno i drugie". W tym wypadku chodziło o focha.
I to nie zwykłego focha.
-Lucy, zaczekaj.-powiedziałem i także wstałem od stołu. Poszedłem za nią. Poszła do łazienki i w ostatnim momencie zamknęła drzwi na kluczyk.
-Lucy, otwórz. 
Cisza.
-Lucy, proszę...
Nic.
-LUCY OTWIERAJ TE DRZWI.
Nie mam do niej siły. 
-Liam, masz zapasowy kluczyk do łazienki?
-Pewnie stary.
***
<oczami Lucy>
Mam dosyć. Liama, Harrego, tego czarnego psa, tego domu, tego pieprzonego życia.
Otworzyłam każdą szafkę po kolei. Wysypałam wszystkie możliwe tabletki. Podobno to takie proste. Nic nie boli. Dziwiło mnie zawsze jak ludzie się cieli albo popełniali samobójstwo poprzez powieszenie się. A teraz... Nie wiem, czy dam radę. 
Próbowałam ignorować głos Harrego. Ma mnie dosyć. Ja jego też. 
"-Liam, masz zapasowy kluczyk do łazienki?
-Jasne stary."
Teraz albo nigdy.
Ręce drżały mi jak nigdy. Zaczęłam płakać. Jak mnie zastaną kiedy w końcu tu wejdą? 
Usiadłam na końcu wanny. Wzięłam głęboki oddech. Przyszedł mój czas. To właśnie teraz...
-Lucy!-Harry otworzył drzwi od zewnętrznej strony i wbiegł do łazienki. 
-Wyjdźcie... Wyjdźcie stąd!
Harry wziął mnie na ręce i mocno przytulił.
-Dlaczego chciałaś to zrobić... Lucy, dlaczego... Przecież wiesz, że cię kocham...-szepnął Harry.
-Dobra, kurwa, koniec tej szopki. Styles kocham cię. Ona wszystko zepsuła. Harry... Kocham cię, najmocniej na świecie...-wyszeptał Liam.


no heej
Tak wiem, rozdział super i wgl.
Ale seiro, pokomentujcie bo to daje motywację xd niedługo kolejny rozdział :) 

7 komentarzy:

  1. OMG CO ZA JPRDL LIAM TAKI BIEDNY ALE TO LUCY MUSIAŁA BYĆ Z HERIM SORY

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Marto. Rozdział za krótki. Kc i wgl. Wychodzę. Następny. JUŹ <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pa, wiecznie nienajedzona długością moich rozdziałów żono Malika XD

      Usuń
  3. OMG CO ZA JPRDL LIAM TAKI BIEDNY ALE TO LUCY MUSIAŁA BYĆ Z HERIM SORY

    OdpowiedzUsuń
  4. Gej gej gej gej. Ja wiedzialam! Rozdzial jag zwykle cudofny i ten... no... wiesz xd Posz kejny JUŻ bo wiesz co sie stanie... ^-^

    OdpowiedzUsuń