czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 30.

<oczami Harrego>
To nie tak miało być.
Nie mogłem się ruszyć z miejsca jeszcze przez kilka dobrych minut. Chodziłem po pokoju, żeby się uspokoić po tym co usłyszałem. Za dużo rzeczy naraz… Wyznanie Liama, ucieczka Lucy... Ale przede wszystkim Lucy. Nie wiem gdzie poszła. Za daleko nie odeszła, droga jest za długa.
Wziąłem kilka głębokich oddechów i wyszedłem z pokoju. Przechodząc obok Liama usłyszałem:
-Zostań ze mną... Harry, kocham cię, rozumiesz?
-Jak mogłeś to robić Lucy...-szepnąłem.
Szybkim krokiem szedłem po schodach. Założyłem kurtkę i wyszedłem. Udałem się w prawą stronę.
Szedłem nie całe 10 minut, kiedy zobaczyłem auto w drzewie. Podbiegłem wyciągając komórkę i zadzwoniłem po pomoc.
Po drodze sączyła się jeszcze krew, auto mocno zdarzyło się z drzewem. To był wielki szok, szczególnie, gdy zobaczyłem kto jest w środku auta.
Telefon wypadł mi na drogę. Przed oczami miałem czarny obraz. Nogi zrobiły mi się jak z waty, a w gardle stanęła kula.
Nie panikuj. Masz ją uratować, Styles!
Kiedy odzyskałem świadomość wziąłem ponownie telefon i ponownie zadzwoniłem po jakąś pomoc.
***
Czekałem. Nie wiedziałem, że to tak trudne. Ale czekałem, i z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się bałem.
Siedziałem przed salą operacyjną w szpitalu. Tupałem nogą a głowę ukryłem w dłoniach. Nie zastanawiałem się już kim był ten mężczyzna w aucie z Lucy. Zastanawiałem się, czy ona przeżyje. Nadzieja podobno umiera ostatnia. Gówno prawda.
-Pan Styles?-zapytał w końcu lekarz.
-Tak...-szepnąłem gwałtownie wstając.
-Może pan wejść. Proszę być cicho i nie denerwować pacjentki. Gdyby coś się stało proszę zawołać pielęgniarkę.-powiedział otwierając mi drzwi. Lucy leżała w łóżku szpitalnym.
-Kochanie...-szepnąłem delikatnie muskając jej dłoń opuszkami palców.-Jak się czujesz?
-Bywało lepiej...-zaśmiała się niewyraźnie. Przepraszam, że wtedy... Nie mogłam zostać w tym domu... Byłam wściekła na ciebie, że kazałeś nam zostać i do tego nie wierzyłeś mi co do Liama... Musiałam to zrobić.
-A kim jest ten facet z którym jechałaś razem w aucie?-zapytałem wiedząc, że podejmuje się złego tematu, bo Lucy natychmiast pobladła.
Zamknęła oczy i szepnęła:
-Harry, to był przyjaciel Michaela... Chciał żebym z nim do niego pojechała... Powiedział, że od początku nas śledził... Rozumiesz to?
Wstałem.
-Wydawało mi się, że...-zacząłem i gdy zobaczyłem to co chciałem pobiegłem przez korytarz.
-Ty... Ty chuju! Mogłeś zabić Lucy! Możesz się od niej raz na zawsze odpieprzyć? Ona kocha mnie, a ty jeśli ją jeszcze raz tkniesz, wyrwę ci nogi z dupy!-krzyczałem podbiegając do Michaela który czekał pod salą kolesia, z którym Lucy miała wypadek.
-Nie przyszedłem tu dla jakiejś twojej nowej dziwki...-nie wytrzymałem, dałem mu w ryj.
-Proszę się natychmiast uspokoić, w innym wypadku będę zmuszona zawiadomić ochronę!-podbiegła do nas pielęgniarka.
Michael trzymając się za krwawiący nos i poszedł w stronę sali tego kolesia. Przy okazji uderzył mnie nogą, żeby mi to za dobrze mnie było...
Nie możesz powiedzieć Lucy, że jest tu Michael. Nie może się denerwować.
Wróciłem do sali, w której leżała.
-Gdzie byłeś?-spytała.
-A nie, nigdzie. Pomyliło mi się, myślałem, że... Eh, nie ważne.
Nagle do sali weszła pielęgniarka. Zaczęła sprawdzać stan Lucy i zapisywać coś.
-Bardzo mi przykro z powodu dziecka...-dodała.
Ja i Lucy spojrzeliśmy po sobie.
-Jakiego dziecka?-spytałem.
-Państwo wiedzą, że dziecko nie przeżyło wypadku? Była pani w ciąży.

2 komentarze: