środa, 4 lutego 2015

Rozdział 29.

<oczami Lucy>
Gdy Harry trzymał mnie w ramionach czułam się bezpiecznie. Dopóki Liam nie wypowiedział tych słów...
Miałam mgłę przed oczami. Puściłam Harrego. Wstałam i zrobiłam to, co chciałam zrobić już dawno.
Podeszłam do Liama i z całej siły uderzyłam go w twarz. Najmocniej jak potrafiłam. Teraz miałam już wszystko gdzieś czy mi odda. Ale nie zrobił tego.
Wyszłam z pokoju. Harry ciągle stał w łazience słuchając, jak Liam coś mówi. Może w końcu zrozumiał, że nie kłamałam.
Zaczęłam pakować moje rzeczy do walizki. Wychodzę z tego pojebanego domu. Muszę odpocząć. Od Harrego też.
Z zapakowaną walizką miałam właśnie wyjść z pokoju, ale nagle wszedł Harry.
-Lucy, przepraszam, że ci nie wierzyłem, teraz wyjedziemy, naprawdę, obiec...
-Puść mnie. Nigdzie z tobą nie idę. Mam dosyć ciebie i twojego Liama. Mam dosyć, rozumiesz?! Chciałam się przez was zabić! Wyjeżdżam stąd!-krzyknęłam ze łzami w oczach. Chciałabym być teraz w domu. Domu, którego nie mam. Do Harrego nie wrócę. A do Michaela tym bardziej.
Wyrywając swoje ramię z uścisku Harrego poszłam schodami do wyjścia. Po drodze widziała Liama, który płakał w łazience. Dobrze mu tak.
Pod drzwiami czekał pies Liama. To jedyna żywa istota za którą będę tęsknić.
-Papa piesku.-szepnęłam.
Otworzyłam drzwi i wyszłam. Droga prowadziła przez las. Ogromny las. Na szczęście jest jasno, ale drzewa ciągną się kilka dobrych godzin jazdy autem. Na pieszo będzie jeszcze dłużej. Ale nie przeszkadza mi to.
Stawiałam każdy krok coraz mniej pewnie. Wachałam się, czy nie zawrócić do Harrego, ale coś w środku mi mówiło, żebym tego nie robiła.
Jesteś silna. Dasz radę, poradzisz sobie.
Mimowolnie zaczęły mi płynąć pojedyncze łzy po policzkach. Bałam się. Nie tej panującej wszędzie wokół ciemności, albo tego, że ktoś w każdej chwili może wyskoczyć zza drzewa. Bałam się świadomości, że zostałam sama. Znowu zdana tylko na siebie. To tak jak w przypadku z Michaelem. Teoretycznie z kimś, praktycznie sama.
Droga którą szłam nie była chyba często używana, dlatego mogłam zapomnieć o autostopie. Jedyny ratunek to 4 godziny piechotą.
Wciągnęłam telefon. Jedna kreska zasięgu. Zawsze można zadzwonić po kogoś. No właśnie, kogo? Od czasu gdy zamieszkałam z Harrym rzuciłam pracę, a, a także wszelkie kontakty z współpracownikami.
Nagle podjechał samochód. Zatrzymał się przy mnie. Z otworzonej szyby odezwał się mężczyzna.
-Podwieźć gdzieś panią? Chyba nie będzie pani szła sama tą drogą...? Najbliższy dom jest oddalony o 20 kilometrów.
Moje życie to i tak porażka, najwyżej spotkam kolejnego palanta na swojej drodze.
-Jakby pan mógł... To bardzo chętnie.-powiedziałam wchodząc do auta.-Jestem Lucy.
-Jack. Bardzo mi miło. Co panią... Może mówmy sobie na ty?
-Pewnie.
-Więc co cię to sprowadza? Długo tu szłaś?
Odpowiedziałam mu całą historię mojego życia. Od Michaela do homoseksualisty i psychopaty zwanego Liamem.
-Oh, a co do Michaela, to właściwie to my się znamy. Jestem jego przyjacielem. Śledziłem cię od samego początku, a teraz wracamy do Michaela. Obiecał ci spotkanie, nie pamiętasz?
Kurwa.
Ten sms...
-Ccoo? Chcę wysiąść. Teraz.-powiedziałam.
-Chyba nie księżniczko.-prychnął.
-Otwieraj te drzwi zasrany psycholu!-krzyknęłam i złapałam za kierownicę. To był zły wybór. Trafiliśmy w drzewo.


Tak więc nasza Lucy miała wypadek :D a kim naprawdę jest Jack? O co chodzi Michaelowi?  To w następnym rozdziale, zapraszam :)

10 komentarzy:

  1. Marta!!! Kolejny błagam ❤❤😘😘😍💕💕💑💑💑💓💓💓💓💗💗💗💗💗💝💖💖💖💜💋💔💔😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Marta!!! Kolejny błagam ❤❤😘😘😍💕💕💑💑💑💓💓💓💓💗💗💗💗💗💝💖💖💖💜💋💔💔😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty psychopatko ;-; kc, pienkne *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś wiedziała że psychopata );______;) Xd jtkc

      Usuń
  4. Next bes gadjania! A ja jisz myślałam o "gwałcie" czarne myśli... ;-; xd

    OdpowiedzUsuń